Jesteś tutaj: Strona Główna » Wywiady » „Zapach kadzideł i ściana dźwięku” – Radikal Guru o tym co było i będzie

„Zapach kadzideł i ściana dźwięku” – Radikal Guru o tym co było i będzie

„Zapach kadzideł i ściana dźwięku” – Radikal Guru o tym co było i będzie

Radikal Guru. Doskonale znany polskiej publiczności DJ i producent Dub i DubStep. Bez wahania mogę stwierdzić, że nie ma w Polsce fana dubu, czy reggae, który nie widział, choć raz, jego energetycznego seta albo nie słyszał hitowego „Dread Commandments”. Jednak największą dumą jest to, że jego ksywa pojawia się na zachodnich plakatach pisana równie wielką czcionką, jak artyści formatu Mungo’s Hi-Fi, Ackboo, czy Dubkasm. Z Mateuszem udało mi się pogadać podczas imprezy, zorganizowanej przez Freedom Sound Agency, w toruńskim klubie NRD 08.11. Zaczęliśmy standardowo …

Pytanie młot. Na pewno Cię zaskoczę. Skąd nazwa Radikal Guru?
No pewnie! Każdy chce wiedzieć. Wiesz, ja muzą zajmuję się już od dawna, grałem wcześniej w różnych zespołach. Później eksperymentowałem z różnymi gatunkami. Od hardcore techno przez trip hop po jungle… Miałem kilka swoich małych projektów, pod różnymi nazwami. W pewnym momencie zajarałem się takimi klimatami jak Asian Dub Fundation, elektronika połączona z etnicznymi, dalekowschodnimi brzmieniami. Trochę inspiracji Hare Krishna i tym klimatem. Nazwa wzięła się właśnie od muzyki, którą robiłem na początku.

Wychodzi na to, że jesteś pewnego rodzaju wyjątkiem na scenie. Większość artystów zaczyna od Boba Marleya, zamiłowania do rootsu, a dopiero potem zagłębiają się w nowsze produkcje. W którym momencie Ty zdecydowałeś się na Dubwise?
Po tym okresie, kiedy robiłem muzykę w azjatyckim klimacie, wyjechałem do Irlandii i to był przełomowy moment. Przeprowadziłem się do Cork, gdzie mieszkał wówczas mój brat, a tam były mocne reggaeowe klimaty. Oczywiście słuchałem trochę reggae już wcześniej. W Kwidzynie zdarzało się słuchać np. Sister Nancy do jaranka. Dopiero w Irlandii zacząłem słuchać więcej i bardziej się w to zagłębiać, kupować sobie płyty a później przyszedł kolejny przełomowy moment. Poszedłem pierwszy raz na imprezę sound systemową. Był to Revelation Sound System – lokalny sound z Cork. Imprezy te były naprawdę klimatyczne – ciemno, zapach kadzideł, ściana dźwięku. Zrobiło to na mnie duże wrażenie. To wszystko złożyło mi się w jedną całość i zdawało mi się, że ma to sens. Zacząłem wiec przekładać to na moja muzykę w której coraz więcej było słychać Dubu.

Dowiedzieliśmy się, że muzyką zajmujesz się nie od dziś. Podczas naszej prywatnej rozmowy dawno temu dowiedziałem się, że Twoim głównym narzędziem jest program Reason, czy w tej kwestii coś się zmieniło?
To prawda. Reason jest platformą, na której do dziś głównie się opieram. Ostatnio używam również Native Instruments Maschine, który też jest bardzo fajnym urządzeniem i daje wiele nowych możliwości i brzmień. Oczywiście wszystko jest grane ręcznie, na kontrolerach, bity wybijane palcami. Kiedyś duzo grałem na perkusji, djembach itd., dlatego mam łatwość grania na instrumentach.

Oglądałeś „Blokersów”?
No, oczywiście!

Dj 600 V mówił tam, że „jego rodzice boją się jego muzyki”. Jak jest u Ciebie?
Wszystko w porządku. Rodzice mnie wspierają, mama bardzo ludzi moją muzykę. Płyty nie są zafoliowane. Wsparcie jest. Mama interesuje się, gdzie wyjeżdżam i zawsze się martwi.

Fajnie, że nawiązałeś do Moonshine Recordings. Polskie wydawnictwo, które jest znane niemal na całym świecie.
No tak! Mack robi kawał dobrej roboty a i tak ma pod górkę, bo wiesz jak to jest w Polsce prowadzić działalność, do tego taką, która nie przynosi specjalnie kokosów. Jest pasja, jest determinacja, więc jakoś się udaje. Konsekwencja i zaparcie zwraca się, bo tak jak powiedziałeś Moonshine jest już rozpoznawalne na całym świecie a będzie jeszcze się jeszcze sporo działo bo szykuje się dużo nowych i ciekawych wydawnictw w przyszłym roku.

Czy Twoja popularność też sięga tak daleko, jak popularność np. Dreadsquadu?
Zainteresowanie jest dosyć spore w wielu krajach, z ta różnicą ze skupia na bardziej dubowo zorientowanej scenie. Wiem że np. w Japonii moje płyty są dostępne w kilku sklepach, ale jeszcze tam nie wyjeżdżałem. Dotychczas jeżdżę głównie po Europie obecnie głownie Anglia i Francja. Jedyny wyjątek to imprezy które, na zaproszenie zagrałem w RPA i dwa razy w Moskwie. Jest tez spore zainteresowanie w Ameryce Płd. i zapowiadają się nawet jakieś wyjazdy. Na przykład w przyszłym roku do Meksyku. To bardzo fajne doświadczenie.

Rootstepa wyszło już dawno. Od Twojego najnowszego albumu Subconscious też minął już rok. Co dalej?
Teraz miałem trochę zastój. W lato dosyć mało grałem, ale to dlatego, że druga córka mi się urodziła w lipcu, więc pochłonęły mnie bardziej rodzinne sprawy. Teraz mogę już zdradzić, że niebawem będzie wydany singiel z YT „Stay Calm”, bo numer jest dobry, więc zależało nam, żeby to wyszło na osobnej płycie. Do tego dojdą jeszcze wersje od El Fata i Cian Finna, którego zabrakło na albumie. Z zupełnie nowym materiałem nie spieszy mi się. Oczywiście ciągle nad nim pracuję, ale nie mam ciśnienia na wydawanie. Mam dużo pracy. Gram imprezy, robię wersje dubplate’owe swoich numerów, remixy, więc jest co robić. Nie chodzi o to, żeby wydać krążek raz na dwa lata.

Udaje Ci się żyć z muzyki?
Wiesz co… Wydanie płyty to jedno, natomiast dzisiaj ciężko na tym zarobić. Utrzymuje się z muzyki, udaje się to jakoś, ale bardziej zarabia się przede wszystkim z grania. Mam nadzieje że będzie to trwało to jak najdłużej.

Nie zatrzymuję Cię dłużej, bo za chwilę grasz seta. Dzięki za miłą rozmowę.
Dzięki, pozdrawiam.

Komentarze

© 2012-2016 Riddim.pl - Reggae Music News

Scroll to top