Jesteś tutaj: Strona Główna » Wywiady » Wywiad: Mademoiselle Carmel o babach i kobietach, nie tylko w muzyce

Wywiad: Mademoiselle Carmel o babach i kobietach, nie tylko w muzyce

Wywiad: Mademoiselle Carmel o babach i kobietach, nie tylko w muzyce

Mademoiselle Carmel jest wokalistką która szturmem zdobywa polską scenę reggae i dancehall. Od ponad roku współpracuje z zespołem The Zebras, czego owocem były liczne koncerty i wyróżnienia na festiwalach (nie tylko reggae). Z Izą Maciejko rozmawiała o tym, czy łatwo jest być kobietą w muzycznym biznesie.

Skąd wzięło się u Ciebie zamiłowanie do zebr?

W sumie, szczerze powiedziawszy to nie mam zielonego pojęcia. Pojawiło się nagle ot tak jak pstryknięcie palcem. Chociaż faktem jest, że od zawsze kocham afrykańskie motywy. Ten wydał mi się po prostu najmniej „zdzirowaty”.

Odnoszę wrażenie, że z zebrami potrafisz się również dogadać.

Odkąd zaczęły czynnie uczestniczyć w moim życiu, to tak.

Trudno było poznać ich język?

Myślę, że nie. Głównie ze względu na to, że grałam wcześniej w zespole, w którym bycie kobietą z niczego nie zwalniało. Więc po kilku latach ostrego szkolenia, wyzbyłam się typowej „baby” z siebie. Choć bardzo lubię w sobie swoją kobiecość. Kobiety mają dwa oblicza – kobietę i babę. Baba budzi się najczęściej przed okresem, przy zmianie pogody i kiedy ogólnie wszystko jest nie tak i nie po naszej myśli. Ale niestety taka „baba” okropnie przeszkadza we współpracy w zespole.

Z babą źle, a bez baby jeszcze gorzej…

To prawda.

Mimo wszystko kobiety mają jednak łatwiej, czy trudniej – w kontekście muzycznym?

Nie wiem czy zwróciłaś uwagę, choćby po samym #SlengTengChallenge, ile kobiet odpowiedziało na nominację i w ogóle ile było nominowanych. Stosunek panów do pań na scenie muzycznej, a szczególnie na scenie muzyki karaibskiej jest przytłaczający. Mają tu znaczenie siedzące w nas wrażliwość i baba. Trochę trudno nam mówić w ostry sposób, bez ogródek o tym, co nas boli. O tym, że lubimy zapalić, napić się. Wydaję mi się, że cały czas mimo wszystko tkwimy w pewnych konwenansach. Mimo wszystko w nas – kobietach siedzi przeświadczenie, że najlepiej nam przy garach w kuchni.

A przecież w kobiecej wrażliwości siedzi równie duża siła co w męskich mięśniach.

Nie znajdziesz w Polsce Cecile czy Lady Saw, które nie będą się bały, wstydziły zaśpiewać o tym, że właśnie zamierzają uprawiać ostry, dziki seks z chłopakiem swojej koleżanki.

Może to brak odwagi, a może po prostu inna mentalność. Inna kultura.

Dokładnie. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile mamy do powiedzenia. Każda kobieta ma w sobie ogromną siłę. Dlatego mój najnowszy materiał będzie właśnie o nas – kobietach. O tym z czym na co dzień się zmagamy, o maskulinizacji sceny muzycznej w Polsce. Decydują także inne warunki „atmosferyczne”. Tam kobiety walczą o szacunek. U nas jak tylko zaczynasz walczyć o pozycję, osiągać sukces, a nie daj Boże, wyrażać swoje zdanie, to jesteś feministką. Żyjemy w świecie stereotypów. Prosty przykład: masz dredy, czyli słuchasz reggae, a jeśli słuchasz reggae to jarasz trawkę.

Jesteś feministką?

I tak i nie. Umiem powiedzieć co mi leży na wątrobie. Raczej robię to wprost, bez ogródek. Ale lubię myśleć o tym co mówię, szczególnie jak się z kimś pokłócę. Nie lubię chlapnąć czegoś i liczyć na to, że samo rozejdzie się po kościach. Wydaje mi się, że będąc od 2 lat na scenie soundsystemowo – reggae’owej, panowie i publiczność nauczyli mnie, że bez „jaj” sobie po prostu nie poradzę. A przy okazji najmniejsze niepowodzenia doprowadzają mnie do płaczu. Jakiekolwiek dobre słowo, czy wiadomość na zasadzie „Jesteś świetna” czy „Chcę słuchać Twojej muzyki”, wywołują u mnie wzruszenie. Ogromne za każdym razem.

W nowym materiale będziesz nie „babą”, ale kobietą odważną?

Myślę, że tak. Nowy materiał będzie dużo mówił o tym jak trudno jest być kobietą. O tym jaki ja mam z tym problem. O tym, że wielokrotnie wolałabym po prostu nie musieć wielu rzeczy przechodzić. Ale myślę, że cały materiał, każda piosenka będą wręcz krzyczały, tak jak ja krzyczę całą sobą cały czas: THANK GOD I’M A WOMAN!

Samo pojawienie się na polskiej scenie sound systemowo reggaeowej wymagało odwagi. To męski biznes. Jednak bycie kobietą ma dużo zalet.

Zdecydowanie. Możemy zawsze iść na imprezę bez pieniędzy, a i tak wyjdziemy przyjemnie uśmiechnięte z amantem pod rękę. To oczywiście tylko przykład. Bycie kobietą jest wymagające. Dużo wymaga od nas społeczeństwo. Powinnyśmy być piękne jak z okładki, zawsze uśmiechnięte i nie mieć żadnych problemów. Ale każda z nas ma w sobie cudowną naturalność, która moim zdaniem jest najpiękniejszą cechą każdej kobiety. Możemy być matkami – to w nas tworzy się nowe życie.

Gdybyś przez jeden dzień mogła być mężczyzną, to co byś zrobiła?

Gdybym przez jeden dzień była mężczyzną… Najpewniej tak jak śpiewa Kayah chciałabym być supermenem . Chciałabym być wrażliwym męskim mężczyzną. A przy okazji powiedziałabym wszystkim babom, że książę z bajki dlatego jest z bajki, bo nie istnieje.

I ratowałabyś kobiety z opresji…. Bo faceci to jednak przydatne bestie.

Jak chcą potrafią być wspaniali. Tylko każda z nas musi wyjść ponad „babę” i temu biednemu facetowi pozwolić być facetem i nie wchodzić mu w jego kompetencje. Naprawi kran, co tam, że za pół roku, ale naprawi.

Komentarze

© 2012-2016 Riddim.pl - Reggae Music News

Scroll to top