Jesteś tutaj: Strona Główna » Wywiady » „Teraz są inne czasy” – wywiad z Wojciechem „Brodim” Turbiarzem

„Teraz są inne czasy” – wywiad z Wojciechem „Brodim” Turbiarzem

„Teraz są inne czasy” – wywiad z Wojciechem „Brodim” Turbiarzem

Habakuk to zespół, który znajdziemy w kanonie klasyków polskiego reggae. Po 25 latach grania, w rozmowie z Izą Maciejko, wokalista grupy opowiada m.in. o tym, jak przez te lata ewoluował nie tylko Habakuk, ale i jego publiczność.

W przyszłym roku będziecie świętować 25- lecie istnienia Habakuka. Szykujecie z tej okazji coś specjalnego?
Jeszcze się zastanawiamy nad tym, jak to ugryźć. Czas tak szybko płynie, że nas trochę zaskoczył. Na pewno będzie kilka urodzinowych koncertów w Polsce, chcemy odwiedzić miejscowości które miło wspominamy i planujemy też specjalny koncert w Częstochowie, w naszym mieście. Tyle póki co mogę zdradzić.

Czy po tylu latach cały czas aktualna jest maksyma, że życie utworem jest zbyt krótkim, by w refrenach były smutki?
Cały czas trzymamy się wytyczonej sobie drogi, a jednocześnie pracujemy nad nowym projektem, który nazywa się Odrosty. To wspólny projekt dwóch zespołów: Habakuk i Kalokagathos. Próbkę tego jak gramy można było już usłyszeć na festiwalu w Ostródzie w 2012 roku czy na Reggae On w Częstochowie w 2013. Płyta jest na ukończeniu i na pewno niebawem się pojawi. Kiedy dokładnie, to jeszcze się okaże, bo to troszkę zależy od działania wydawcy. Powoli też przymierzamy się do kolejnego albumu Habakuk. Szczerze mówiąc nie śpieszymy się z tym bardzo, chcemy by płyta była autentyczna, szczera, wyraźna, przemyślana, może trochę inaczej brzmiąca.

Habakuk będzie cały czas słyszalny na płycie projektu Odrosty? Czy może jednak będzie to coś nowego?
Nazwałbym to Habakukiem plus. Muzyka pozostanie typowa dla nas, największą zmianą będzie etniczny/folkowy śpiew dziewczyn z Kalokagathos, wzbogacony akordeonem. Płyta będzie się składać z pieśni z różnych regionów świata. Jest na niej sporo typowego grania Habakuk, więc jest przede wszystkim puls reggae, pojawia się trochę dubu, gitarowego grania czy elektroniki.

Jak zespół ewoluował przez te 25 lat? Jak przeistaczała się muzyka słychać, ale jak wyglądało to od wewnątrz grupy, jakie zmiany zachodziły w waszym podejściu do grania?
Doszła do nas sekcja dęta, od roku gramy z młodymi, bardzo utalentowanymi chłopakami, którzy mają mniej lat niż Habakuk istnieje. Wprowadzili oni powiew młodego ducha co z pewnością nas teraz napędza. Jako zespół przez te lata nabraliśmy nowe doświadczenia, być może mniej jest w nas młodzieńczego zapału, jednak cały czas mamy frajdę z grania i tworzenia. Ostatnio trochę mniej koncertowaliśmy, część z nas pracuje lub gra w innych składach. Może trochę też się zmęczyliśmy, bo powiedzmy sobie szczerze – przez ładnych kilkanaście lat byliśmy prawie non stop w trasie. Trzeba było to niestety ukrócić, bo mamy rodziny i swoje obowiązki domowe.

Nie tęsknisz czasami za dawnym trybem życia, za koncertami w każdy weekend?
Teraz traktujemy to trochę bardziej jak pracę. Przyszedł taki moment, że zaczęliśmy tęsknić nie za wyjazdami, ale właśnie za domem.

Masz poczucie że nie wykorzystaliście jakiejś szansy?
Na pewno były takie momenty i to nie raz. Każdy ma prawo do popełniania błędów, ale na tych błędach człowiek później się uczy, więc trudno oczekiwać od siebie nieomylności. Pewnie niektóre możliwości pojawiają się tylko raz, można później żałować podjętych decyzji, ale chyba lepiej wtedy zabrać się za coś nowego, świeżego.

Jest jakiś twój ulubiony moment w historii Habakuka?
Mnóstwo było przesympatycznych przygód związanych z tym naszym muzycznym życiem. Bardzo miło wspominam nasze początki. Pamiętam, jak po pierwszej płycie, jeszcze jako młody zespół, zaczęliśmy grać poza Częstochową i nagle zorientowaliśmy się, że ludzie znają nasze teksty, co było dla nas bardzo budujące. Zagraliśmy wiele koncertów i suportów, m.in. przed Manu Chao czy Georgem Clintonem, Macka B. – oj, w sumie to można by długo wymieniać. Wystąpiliśmy na wielu fantastycznych festiwalach. Mimo wszystko najbardziej lubimy małe, kameralne koncerty, gdzie pojawia się niezwykła więź z publiką.

A jak zmieniają się wasi fani? Na wasze koncerty nadal przychodzi młodzież, czy jest to raczej pokolenie, które słuchało was już w latach 90-tych?
Publiczność jest wielopokoleniowa, mówiąc w skrócie. Tych starych „załogantów” jest coraz mniej, dlatego cieszy nas widok młodych pod sceną, tym bardziej, że wydaję mi się że dziś bardziej popularne wśród młodzieży jest inne granie reggae niż nasze. Młodzi wolą słuchać młodszego pokolenia. Jest im bliższe, dziś bardziej jest popularne, dancehallowe granie, więcej nawijek w wokalu, granie bardziej jamajskie (co się chwali) itd. itp. Ale jest sporo młodych, którzy ostatnimi czasy zainteresowali się muzyką reggae, a poznawali ją dzięki Ras Lucie, NDK, TaLLibowi, zespołowi Raggafaya, Bethel czy Kamilowi Bednarkowi. Pogłębiają zainteresowania, wnikają w korzenie tej muzyki w Polsce i docierają do Izraela, Bakszysza, Daab czy do nas. To cieszy. Wspaniała jest sytuacja, gdy młodzi wnikają w klasykę, bo ważne jest też pamięć o polskiej historii tej muzyki, która jakąś tam może małą gałąź światowego reggae reprezentuje, lecz od lat wydaje owoce i to o różnych smakach.

Czym różni się dzisiejsza publiczność od tej, którą pamiętasz z czasów początku zespołu?
Teraz są inne czasy i inna świadomość tej muzyki. Kiedy sami zaczynaliśmy grać i w ogóle interesować się reggae, dostęp do tej muzyki, do nagrań, do płyt nie był łatwy. W Częstochowie chodziło się do sklepu, gdzie można było kupić jedną płytę Boba Marleya. Wtedy nie było internetu, więc przegrywało się kasety, wymieniało się między sobą płyty, szukając kontaktów w całej Polsce. Zupełnie inaczej patrzyło się na filozofię Rastafari i na przesłanie tej muzyki. Była ona wtedy bardzo ideologiczna, nie postrzegano jej jako części rock&rolla czy show biznesu. W tej świadomości tkwi właśnie największa różnica, bo spontaniczność została ta sama. Nie ma się co jednak zbytnio za siebie oglądać.

Dobrze się teraz dzieje na polskim rynku reggae?
Zespoły też są coraz bardziej świadome, lepiej przygotowane i bardziej profesjonalne niż kiedyś. Mają lepszy dostęp nie tylko do wiedzy, ale i do sprzętu. Teraz nawet początkujące kapele grają zawodowo. My nie mieliśmy takich możliwości rozwoju. Dzisiaj jest na pewno lepiej. Popatrzmy jak wiele mamy festiwali i jak wspaniali artyści na nich występują. Więcej reggae można usłyszeć w radiu czy zobaczyć w telewizji. Czuć pozytywną różnicę.

Mógłbyś kogoś wyróżnić z pośród tych młodych wykonawców?
Ostatnio mniej śledzę scenę reggae, w tym polską, niż bywało to wcześniej. Ale jest mnóstwo zaprzyjaźnionych z nami od lat zespołów, które bardzo cenimy – Vavamuffin, Junior Stress, Eastwest Rockers, K-Jah, Dreadsquad czy Bethel, który zrobił fantastyczny postęp przez ostatnie kilka lat. Dzieje się. Na pewno duże wrażenia robią na mnie Roots Defender czy Damian Syjonfam i Rootzmans – młody zespół, bardzo fajnie i szybko rozwijający się.

Z reggae się wyrasta?
Bardzo prawdopodobne, choć jeśli reggae dobrze się zakorzeni, to nawet po ścięciu tego drzewa, na pniu, który pozostanie mogą pojawić się odrosty ;)

Komentarze

© 2012-2016 Riddim.pl - Reggae Music News

Scroll to top