Jesteś tutaj: Strona Główna » Recenzje » Recenzja: Third World „Third World”

Recenzja: Third World „Third World”

Recenzja: Third World „Third World”

Złoty okres reedycji klasycznych jamajskich płyt niestety uległ stagnacji, dlatego ze spotęgowaną satysfakcją sięgnąłem po wznowienie tego albumu, który wydany w formacie CD był tylko raz, by niebawem stać się białym krukiem i nadmienię bez grama przesady, że od około dziesięciu lat regularne poszukiwania go na różnych portalach aukcyjnych kończyły się fiaskiem. Debiutancka płyta „Reggae snobów” jak zdefiniowali ich autorzy „The Rough Guide To Reggae” Steve Barrow i Peter Dalton, całkowicie odbiega stylem od panujących wówczas trendów w muzyce jamajskiej, gdyż bardzo wiele tu odskoczni i eksperymentów z innymi gatunkami. Ponadto Third World jak na tamte czasy odbiegał również od typowej konwencji tworząc zespół od podstaw nie korzystając z tzw. riddim bandów, co tym bardziej wpływa na oryginalne brzmienie. Warto też wspomnieć, że jest to jedyny album Third World na którym pierwszym głosem nie jest Bunny Ruggs.

Płytę otwiera sześciominutowy cover The Abyssinians „Satta Massagana” w zupełnie odmiennej formie, mocno rozbudowany, mistyczny nieco transowy z ciekawymi partiami solowymi gitary, organów czy fletu, zaś nie lada gratką jest wcześniej niepublikowana dubowa wersja jako bonus track. „Satta Massagana” w tym wykonaniu pojawiła się na ścieżce dźwiękowej kultowego filmu „Rockers”.

Kolejny utwór wzięty na warsztat to „Slavery Days” Burning Spear’a, który to w bluesowo-soulowej aranżacji nabrał zupełnie innego, mniej bojowego, a w pełni relaksacyjnego charakteru, po prostu chillout pełną gębą. „Brand New Beggar”, „Sun Won’t Shine”, „Freedom Song”, „Don’t Cry On The Railroad Track” to raczej utwory zagrane w typowym stylu Third World, a na pewno przecierają one ścieżkę, którą zespół konsekwentnie podążał na późniejszych, równie klasycznych płytach „96 Degrees In The Shade” i „Journey To Addis”. Ciekawymi akcentami dodającymi niepowtarzalnego kolorytu są galopujący funkowy z gospelowym chórkiem „Cross Reference”, utrzymany w klimatach nyahbinghi co zresztą sugeruje sam tytuł bębniarskiego „Kumina”, a także sentymentalna pościelówa „Got to get a long”. Dodatkowym atutami poza ośmioma bonusowymi numerami nowego wydania „Third World” jest zarówno strona edytorska, która zaspokaja słuchaczy głodnych wiedzy jak i poligraficzna zawierająca m.in. archiwalne zdjęcia zespołu i plakaty promocyjne. Natomiast sama okładka jest pierwszą składową sympatycznej historyjki rysunkowej, która ma swoją kontynuację na trzech kolejnych płytach.

Debiutancka płyta Third World ukazuje kunszt i swobodę muzyków zarówno w komponowaniu jak i interpretacji cudzych utworów, co niewątpliwie ugruntowało ich pozycję w reggae światku. Reggae w ich wykonaniu, zabarwione różnymi stylami muzycznymi sprawia, że na tle ówczesnych, często dość surowych produkcji z Kingston, sprawia wrażenie bardziej przystępnego dla przypadkowego słuchacza, stąd moja ocena, że album ten mógłby wzbogacić kolekcję nie tylko fanów jamajskich brzmień. Jednym słowem, trzeba mieć zanim znów odleci jako biały kruk!

Komentarze

© 2012-2016 Riddim.pl - Reggae Music News

Scroll to top