Jesteś tutaj: Strona Główna » Recenzje » Recenzja: ShataQS „Mr. ManKind”

Recenzja: ShataQS „Mr. ManKind”

Recenzja: ShataQS „Mr. ManKind”

Na płytę ShataQS czekali nie tylko fani Must be the Music. Po półtora roku od emisji programu zwyciężczyni telewizyjnego show zadebiutowała krążkiem „Mr Mankind”. Warto było czekać?

ShataQS to projekt sygnowany twarzą i głosem Małgorzaty Kuś. Jest ona wykształconą wokalistką oraz skrzypaczką, która związana była również z aktorstwem. Ma ona na swoim koncie występy na światowych scenach oraz wygrane w wielu festiwalach muzycznych. W tym roku wystąpiła m.in. na dużej scenie Przystanku Woodstock, gdzie można było usłyszeć również piosenki z jej EP „The Colors I Know”. Jak podaje Lou Rocked Boys, za produkcję i aranżację krążka „Mr Mankind” odpowiada Łukasz Damrych – wybitny wrocławski producent muzyczny, pianista, kompozytor oraz zdobywca nagrody „Tukan” za najlepszą aranżację muzyczną na 26-tym Przeglądzie Piosenki Aktorskiej.

Pierwszym skojarzeniem po włączeniu płyty „Mr Mankind” jest muzyka australijskiej grupy Blue King Brown. Głównie dotyczy to w jaki sposób śpiewa Małgorzaty Kuś, która miejscami brzmi zupełnie jak Natalie Pa’apa’a. I dla obu pań jest to komplement. Poza tym zaryzykowałabym również stwierdzenie, że ShataQS to takie bardziej funkowe i elektroniczne Blue King Brown. Czyli poprzeczka się podnosi.

Na płycie, którą promuje klip do „Die Free”, znajduje się 11 utworów, z czego 9 wykonywanych jest po angielsku, a wszystkie charakteryzują się dość uniwersalnymi przesłaniami. Na nieco więcej uwagi zasługuje fantastyczna muzyka. Obiecane połączenie funku, soulu, reggae i elektroniki wyszło bardzo dobrze i zaskakuje nieogranymi jeszcze rozwiązaniami (zwłaszcza w kwestii elektroniki). Jest tam dużo różnych dźwięków, które w nieodpowiednich rękach mogłyby skończyć z łatką muzycznego bałaganu. W ty wypadku jednak początku do końca słucha się tego z przyjemnością.

Płyta „Mr Mankind” posiada jedną zasadniczą wadę. Pomimo starań włożonych w brzmienie, szczególnie warstwy muzycznej jest to krążek dość monotonny. Brakuje mu budowania napięcia nie tylko w albumie jako całości, ale już na poziomie piosenek. Utwory te wydają się po pierwszym refrenie zapętlać i długo (za długo) trzeba czekać aż coś się w nich nowego wydarzy. Wokal zdaje się być niezmienny z każdym kolejnym utworem przez co dobrze zapowiadające się piosenki zaczynają nudzić. Monotonia ta sprawia, że zaczyna brakować na tej płycie przerw, a z (jakby nie patrzeć) składanki robi się jeden dłuższy numer. Ale nie jest on zbytecznie długi, bo te 11 pozycji trwa średnio około 3-3,5 minuty.

Odpowiadając na wcześniej postawione pytanie – warto było czekać. Choć po cichu przyznaję, że towarzyszy tej płycie małe rozczarowanie, które jednak po kilku przesłuchaniach przestaje być szczególnie natarczywe. „Mr Mankind” wypełnia pustą przestrzeń na polskim rynku muzycznym i w sumie, robi to całkiem dobrze.

Cała płyta do odsłuchu: http://riddim.pl/shataqs-mr-mankind

Komentarze

© 2012-2016 Riddim.pl - Reggae Music News

Scroll to top