Jesteś tutaj: Strona Główna » Recenzje » Recenzja płyty: Raggafaya „Terrrrapia”

Recenzja płyty: Raggafaya „Terrrrapia”

Recenzja płyty: Raggafaya „Terrrrapia”

„Terrrrapia” jest trzecią studyjną płytą koszalińskiego zespołu Raggafaya. To też pierwszy album, na którym nie usłyszymy wokalu Enzyma. Sprawdziłam, czy mimo uszczuplonego składu ich muzyka uleczy moje spragnione dobrych dźwięków ciało.

Nie od dziś i nie od wczoraj wiadomo, że Raggafaya stricte reggaeowa nie jest, chociaż i takie piosenki na „Terrrapii” znajdziemy (np. „Niech się jara”). Zespół przyzwyczaił słuchaczy do mocnych, gitarowych wstawek (np. „Sąsiedzi”) czy rytmów wprost z jakiejś egzotycznej wyspy (np. „Nie rozumiem”) – tego usłyszymy w dostatku. Pojawia się również ska (np. „Sąsiedzi”) i trochę funku. I właśnie ten funk w ich wykonaniu jest zaskakująco przekonywujący. „Ej mam tu jazz” jest moim „Terrrrapiowym” top-a-top.

Nie wiem kto wpadł na pomysł, żeby Raggafaya nagrała cover „Huyamby” rosyjskiego zespołu Leningrad, ale musiał być to geniusz. Szkoda tylko że Polacy skopiowali oryginał tak dobrze, że gdyby nie wokal to można by się pomylić, której wersji się słucha. Ale w sumie czy to ważne… „Magic people, vodoo people” i w tany!

Mam pewien problem z tym bandem. Bo ich piosenki pojedynczo są dobre, czasem nawet bardzo dobre, ale w zestawieniu bywają mączące. Słuchasz i zastanawiasz się, czy gdzieś to już słyszałem (może dwie piosenki wcześniej?). Największą wadą albumu jest monotonność. Mimo że zmienia się tempo, zmieniają się rytmy, to cały czas z głośników leci to samo. Z poprzednimi płytami tej grupy było podobnie. A szkoda, bo Raggafaya sama w sobie jest formacją ciekawą i oryginalną.

Na pochwałę zasługują goście, których można usłyszeć na „Terrrrapii”. Wydaje się, że Kamil Bednarek śpiewa się na każdej reggaeowej płycie, która pojawia się na polskim rynku. Na tym krążku wypada on jednak wyjątkowo dobrze, bo hamuje on trochę swoją (jak dla mnie dziwną) manierę i robi piosence „Łapiesz oddech” dobrze a nie źle. Sekcja dęta znana z Tabu zaczyna płytę „Tangiem i rumbą” na pełnej mocy, a młody raper Neile w „Zajawce” kończy ją na pełnym chilloutcie. Te wybory uważam za bezbłędne.

Dużym plusem są także teksty, zwłaszcza jeśli pamięta się ich pierwszą płytę „Karrambol”. Cały czas chłopaki lubią sięgać do tematów poważnych, tak samo jak nadal nie brakuje im poczucia humoru. Wszystko w odpowiednich proporcjach, wpasowuje się muzykę. I Chillu na wokalu wypada jak dotąd najlepiej – słychać ze kilka lat grania nie idzie na marne.

Raggafaya jest takim tworem, którego można tak samo lubić, jak nie lubić albo mieć stosunek kompletnie ambiwalentny. Po prostu nie zwracać na nich uwagi. Chłopaki są bardzo charyzmatyczni, mają w sobie mnóstwo pozytywnej energii i przez to sprawdzają się na koncertach. Ale czy na płycie? Tam wydają się mi być odrobinę spłaszczeni, do poziomu metalowego krążka, na którym są zapisani. Ta terapia działa, jednak nie będę słuchać się zaleceń lekarza i wybiorę z niej to, co najkorzystniej wpływa na mój układ nerwowy.

Komentarze

© 2012-2016 Riddim.pl - Reggae Music News

Scroll to top