Jesteś tutaj: Strona Główna » Recenzje » Recenzja: Parassol – Prosto w serce

Recenzja: Parassol – Prosto w serce

Recenzja: Parassol – Prosto w serce

„Prosto w serce” jest płytą celnych wyborów. Przynosi połączenia których ostatnio w Polsce brakowało w dobrym wydaniu. Zaskakuje śmiałością, bogactwem rozwiązań i dbałością o najmniejsze szczegóły, w tym o najkrótszy dźwięk przeszkadzajek. Wchodzi do głowy i zostaje tam na dłużej.

Pierwsza płyta Parassola „Krok do przodu” nie była wybitna ani jakoś szczególnie dobra, ale miała w sobie to coś, co do tej pory mnie do niej przyciąga. Była tekstowo skromna, dając tym samym szansę melodii na przekazywanie treści. Tym razem to nie słowa dopełniają muzykę, ale na odwrót. To było świetne posunięcie, bo tych nowych, pełnych tekstów słucha się całkiem przyjemnie. W większości są proste ale nie puste. A przede wszystkim bardzo łatwo wpadają w ucho, i sama po 2-3 przesłuchaniach albumu podśpiewywałam sobie kilka refrenów.

Nie ucierpiała na tym jednak sama melodia, w której od początku tkwiło najwięcej potencjału zespołu. Po rozmowie z chłopakami bałam się, że ze wszystkich wprowadzonych innowacji wyjdzie elektroniczno- dęta papka dla koneserów. Kolejne zaskoczenie, bo to wszystko zostało fajnie zrównoważone i tylko podkręca kolejne kawałki. Sekcja dęta w reggae zawsze brzmi dobrze i chyba rzadko się zdarza że jest ona na minus. Z tą elektroniką bywa już różnie, bo nie wszyscy potrafią znaleźć w niej umiar. W tym wypadku zakochałam się w elektronicznych akcentach, gdzie nacisk kładę na słowo akcenty. Przypomina mi to wszystko nieco krążek grupy Natanael „to co lubię”, wydany w 2004 roku (no może poza odrobinę inaczej brzmiącą elektroniką, ale to inne czasy były).

Zbierając razem muzykę i teksty, które można usłyszeć na „Prosto w serce” znajduję kilka perełek. „Alarm” rozpoczynający przygodę z Parassolem przygotowuje słuchaczy, na to co przyniesie ten muzyczny deszcz. „Dajesz mi szczęście” to jedna z najlepszych ballad reggae’owych jaką ostatnio miałam okazję słyszeć. W bujającym aranżu, bez zbędnej ckliwości wokalista wyśpiewuje to, co niejednemu/niejednej na sercu leży. Targa miłość za poliki tak mocno, że aż czuję to na swojej twarzy. Znowu kłaniam się nisko za wykorzystanie elektronicznych brzmień. Numer 6 na krążku – „Przed lustrem” z delikatnym dubstepowym zacięciem podbił moje serce chwytliwym refrenem, podobnie jak rootsowa siódemka – „Gra w zielone”.

Nie jest też tak, że jest to płyta idealna i pretendująca do miana genialnej, choć nie można zaprzeczyć że jest naprawdę dobra. Wydaję mi się, że charakterystyczny, czasem zbyt siłowy wokal Pawła Pietkiewicza nie każdemu może przypaść do gustu. O ile mi się on raczej podoba, o tyle niektórzy mogą mieć z nim pewien problem, bo jest on bardzo dominujący. Nie do końca jestem też przekonana do sposobu stopniowania emocji na tej płycie – brakuje mi jakiegoś punktu kulminacyjnego. Emocje wędrują (wydaje się) losowo w górę i w dół by w końcu przy ostatnich dwóch piosenkach na tym dole pozostać. „Reggae to moja broń” bardzo odstaje tekstowo, a dubowa wersja „Prosto w serce” wydaję mi się po prostu zbędną i psującą efekt jaki robią pozostałe piosenki.

Co by nie mówić i nie pisać Parassol nie kłamał, że ta płyta im się udała i nie śmiałabym nawet próbować temu zaprzeczać. Jeżeli ich poprzedni album był krokiem do przodu, to „Prosto w serce” jest lotem w kosmos.

Komentarze

© 2012-2016 Riddim.pl - Reggae Music News

Scroll to top