Jesteś tutaj: Strona Główna » Recenzje » Recenzja: Paraliż Band „Vintage”

Recenzja: Paraliż Band „Vintage”

Recenzja: Paraliż Band „Vintage”

Od pewnego czasu Paraliż Band wspomina o wydaniu nowej płyty. Nie pojawiły się jeszcze żadne oficjalne informacje dotyczące terminu pojawienia się wydawnictwa, dlatego, póki co przyglądamy się ostatniemu krążkowi zespołu – „Vintage”, pochodzącemu z 2009 roku.

Świętujący w przyszłym roku swoje 20-lecie Paraliż Band, to toruńska kapela roots reggae, która przez wielu nazywana jest najbardziej jamajskim zespołem w Polsce. Płyta „Vintage”, która docelowo miała nawiązywać do klimatów lat 70., zdaje się być potwierdzeniem tej teorii. Na krążku znajdziemy 12 piosenek brzmiących nie tylko w charakterystyczny i rozpoznawalny sposób, ale przede wszystkim będących kawałkiem dobrego, czystego reggae.

Płyta w sinusoidalny sposób przenosi nas na zmianę od tych spokojniejszych, wolniejszych piosenek, do tych nieco żywszych. Za to od początku do końca towarzyszy nam szerokie instrumentarium, w tym bardzo dobra sekcja dęta (saksofon/ trąbka/ waltornia) grająca w wysmakowany i nieprzesadzony sposób co wyróżnia ją na tle wielu reggaeowych płyt wydanych w ostatnich latach w Polsce. Obok sekcji dętej słyszymy fantastyczną linię basu oraz pulsujące gitary, podbijane przez nieco ascetyczną perkusję i reggaeujące klawisze. Wszystkie instrumenty wzajemnie się uzupełniają bez zbędnych wirtuozerii, tworząc melodie szybko wpadające w ucho i zostające tam na dłużej.

Na „Vintage” przeważają polskie jak i angielskie teksty, które zasługują na kolejną pochwałę. Są proste, ale niekoniecznie oczywiste a na pewno nie puste. Wyśpiewane w dość emocjonalny, ale nie sztuczny sposób głosem wokalisty – Krzysztofa Rygielskiego, którego barwa jest jednocześnie męska i delikatna, co niekoniecznie każdemu się spodoba. Asystują mu dwie chórzystki o bardzo kobiecych wokalach, których rola, w porównaniu do poprzednich płyt, została nieco ograniczona i nie wyrywają się już one na pierwszy plan.

Należy wspomnieć o kontrowersjach dotyczących utworu „Mistrz świata” z tej płyty, który zebrał dużo niepochlebnych recenzji, a jednocześnie zdobył chyba największą popularność. Zarzuca się mu słaby tekst i odstawanie od reszty. Jeśli jednak spojrzy się na tą piosenkę z perspektywy całokształtu pracy Paraliż Bandu, można potraktować ją jako nawiązanie do wcześniejszej ich twórczości. Jednak największym minusem jest przeźroczysta wręcz okładka. O ile sam jej zamysł da się jakoś zrozumieć, o tyle kompletnie się on nie sprawdził. Na jasnym kartoniku widzimy jasne napisy i aplikacje. Niestety, ta płyta ginie na półce z płytami, mimo wnętrza wartego więcej niż nie jeden pstrokaty kartonik w krążkiem w środku.

Paraliż Band na ostatniej płycie postawił wysoko poprzeczkę polskim wykonawcom reggae. I wydaje się, że nikt do tej poprzeczki się nawet nie zbliża, bo aktualne trendy nakazują im przejść obok niej elektroniczo-skocznym krokiem. Tym bardziej czekamy na nowy krążek z Torunia.

Komentarze

© 2012-2016 Riddim.pl - Reggae Music News

Scroll to top