Jesteś tutaj: Strona Główna » Recenzje » Recenzja: Paraliż Band „Na brzegu rzeki”

Recenzja: Paraliż Band „Na brzegu rzeki”

Recenzja: Paraliż Band „Na brzegu rzeki”

To już nawet przestawało być zabawne, a właściwie było irytującym, kiedy zespół Paraliż Band obiecywał przez kolejne miesiące, że nowa płyta będzie już zaraz, za chwilę. Padały nawet jakieś daty, w tym m.in. jesień 2014, ale po zerknięciu w kalendarz, no cóż, widać jak jest. I teraz pojawia się pytanie – czy warto było czekać? Podpowiem. Warto!

Poprzeczka dla kolejnych wydawnictw Paraliż Bandu ustawiona jest całkiem wysoko. Zespół z Torunia przyzwyczaił swoich słuchaczy do dobrej i oryginalnej muzyki. Zdecydowanie pozytywnie wyróżnia się ona na całej polskiej scenie reggae. Tym razem jednak mimo że poprzeczka znowu została przeskoczona, to nie padł żaden rekord. A przecież chciałoby się więcej i więcej.

Teksty od początku działalności Paraliżu są na stałym, chlubnym poziomie. Ich się nie słucha, ale się w nie wsłuchuje. Zaliczają się one do kategorii „tych inteligentnych”, które nie tylko mądrze brzmią, ale i niosą za sobą jakąś treść. Mimo to, nie ma w nich niepotrzebnego nadęcia i moralizatorstwa. Wiesz, proste przesłanie, w dobrze dobranych słowach. Wokalista Krzysztof Rygielski, co już tu kiedyś pisałam, jest osobowością charakterystyczną na tyle, że albo jego głos polubisz, albo nie będziesz mógł słuchać. A jeśli już go polubisz, dostrzeżesz również chórki, które robią naprawdę dobrze tej płycie – w tej kwestii, co krążek zauważam zdecydowany progres. Generalnie rzecz biorąc, teksty + wokale zrobione są w punkt.

Jeżeli chodzi o warstwę, którą roboczo nazwę instrumentalno – melodyczną, trudno ocenić ją tak samo jednoznacznie. Po pierwsze mamy do czynienia z muzykami, którzy po prostu wiedzą co zrobić ze swoimi instrumentami, a efekty pracy wszystkich sekcji spełniają kryteria wysokiej jakości (przybijam pieczątkę). Po drugie obiecywano, że melodie będą miłe dla ucha. I rzeczywiście tak jest, czy pisząc po toruńsku „No jo!”. Ale tu być może drogi słuchaczu płyty, zwrócisz uwagę, że kolejne piosenki przy choćby małej nieuwadze zaczynają zlewać się w jedno. Niestety.

Paraliż Band znany jest z bardzo, ale bardzo korzennego, jamajskiego grania. Nie ma tam zbędnych eksperymentów, poza odrobiną dubu czy jak we wcześniejszych produkcjach ska. Ze świecą takich w Polsce szukać. Tylko że tym razem, zabrakło obecnej kiedyś różnorodności i budowania napięcia kolejnymi pozycjami – wszystkie piosenki wydają się być w jednym tempie. Pulsacja spajająca „Na brzegu rzeki” jest ciekawie aranżowana i z pewnością jest miodem na uszy fanów rootsu. Ale na tyle dużo w tym monotonni, że łatwo dość szybko stracić czujność i przegapić przejścia z numeru na numer. Może jednak za prosta ta rzeka?

Rzeka może i za prosta, nie zmienia to jednak faktu, że pojedyncze piosenki na jej brzegu są bardzo dobre. W razie czego przecież nie musisz słuchać całości na raz. Ale tak ogólnie to i tak, trzeba koniecznie po tę płytę sięgnąć. Ranking piosenek zostawiam Tobie, bo zapewne też nie będziesz mógł się zdecydować (w końcu przybiłam pieczątkę wysokiej jakości).

W sumie dość długo zastanawiałam się, jak całą płytę podsumować. Ale o ironio, zdaje się że wyręczyli mnie panowie, którzy w trakcie pisania tej recenzji naprawiali mi w mieszkaniu kablówkę. Bujali się, wystukiwali palcami rytm, a po skończeniu się płyty jeszcze nucili pod nosem. To chyba bez znaczenia, że cała rzecz działa się w Toruniu, bo przecież to może oznaczać tylko jedno – „Na brzegu rzeki” chwyta. I całe szczęście, bo jeśli wierzyć telewizji, to Paraliż Band jest muzyczną Magdą Gessler – kreatorem smaku i stylu. Po prostu polecam.

Album w cenie 30 zł (+ 5 zł koszty przesyłki na terenie kraju) kupić i w całości odsłuchać można za pośrednictwem strony nabrzegurzeki.pl (sprzedaż od 2.10.2015).

Komentarze

© 2012-2016 Riddim.pl - Reggae Music News

Scroll to top