Jesteś tutaj: Strona Główna » Recenzje » Recenzja: Earl Jacob „Czuły Rambo”

Recenzja: Earl Jacob „Czuły Rambo”

Recenzja: Earl Jacob „Czuły Rambo”

Po niewątpliwym sukcesie debiutanckiej płyty „Warto rozrabiać” warszawski bard, Jakub Sadowski znany pod pseudonimem Earl Jacob wypuścił drugi solowy krążek zatytułowany „Czuły Rambo”. Podobnie jak w przypadku debiutanckiego krążka, płyta powstała przy współpracy z Aleksandrem Molakiem aka Olo Mothashipp, który został jej głównym kompozytorem oraz producentem. Sam artysta od dłuższego czasu zapowiadał, że materiał ten będzie zaskoczeniem dla słuchacza. Tak się też stało, albowiem nowy materiał absolutnie nie ma nic wspólnego z reggae, którego wszelkie odcienie mieliśmy okazje usłyszeć na debiucie warszawskiego artysty. Mało tego fundusze na płytę zebrał m.in. za pomocą internetu i ogłoszenia w jednej z platform crowfoundingowych. Efekt widoczny, namacalny i do posłuchania.

Dźwięki, które usłyszymy ciężko w jakikolwiek sposób sklasyfikować do stylów lub gatunków, wychodzi więc na to, że mamy do czynienia z zupełnie nowatorskim i autorskim podejściem do piosenek, zarówno w warstwie wokalnej, muzycznej, jak i lirycznej. Co ciekawe tym razem obyło się bez featuringów i gości na płycie. Panowie spotykali się – Jakub przynosił teksty, melodie i pomysły na piosenki, a Olo komponował. Takim to sposobem urodził się Rambo. Do tego czuły.

Samo „Intro” wprowadza nas już w niezwykły klimat albumu. Dopełnieniem tego jest zresztą kolejny utwór zatytułowany „Narodziny superłotra”, z robotycznym, melorecytowanym refrenem. We zwrotkach jednak słyszymy tego samego dobrego Earla co w debiucie, który nie szczypie się, tylko kładzie „Słowa na akord”. Taneczna i liryczna „Julia” zaś aspiruje do jednego z najlepszych numerów na płycie, a i myślę, że utwór ten spodoba się także płci pięknej.

Moim bezwzględnym faworytem na płycie jest natomiast „Jeszcze dziś”, z urzekającą kompozycją, a przede wszystkim genialnym tekstem, będącym kapitalną satyrą na politykę, internety, homofobię i ksenofobię jaką obserwujemy na co dzień.

W ogóle mam wrażenie, że płyta ta jest upustem tzw. artystycznej wolności, w której twórca może robić to na co ma ochotę, nie musi mierzyć czasu, śpiewa i plecie o czym sam chce, nie kłania się komu się należy, po prostu jest sobą i płynie jak chce, jak choćby w „Zygmuncie tęsknie”. Mało tego, nikt go lubić nie musi, a on też nie będzie lubił nikogo, i nie będzie mu przykro („Narodziny superłotra”). Chętnie zagrałby w jakimś filmie, bo już 30-stkę przekroczył („Wiesław Mechciński”). Przyłapałem też „Superłotra” na małym kłamstewku, albowiem reggae czuć w utworze pt. „Chyba, że nie”, gdzie reggaeowy czołg jadący w zwrotkach, przeplata klawiszowa zagrywka dominująca choćby w zachodnich produkcjach spod szyldu trap.

„Żolo” jest peanem dla Żoliborza, małej ojczyzny artysty, w której czuje się bardzo dobrze. Płytę zamyka „Outro”, w którym artysta rozlicza się z albumem. Albumem, który jest jego, który tworzy spójna całość, jest otwarty na świat i za siebie ręczy. Mało tego, Earl Jacob zapowiada w nim trzecią płytę, więc na pewno nie czuje się wypalony.

Mimo, ze podchodziłem nieufnie do tej płyty, z każdym następnym przesłuchaniem podobała mi się ona coraz bardziej. Jest to dowodem na to, że dobry album polskiego artysty, wcale nie musi być reggae. Earl jest sobą, raz śpiewa, raz nawija, innym razem melorecytuje, każda piosenka jest o czymś i ja to kupuję.

Wielki szacunek dla Olo Mothashippa za naprawdę niesamowite i nowatorskie dźwięki, które bez wątpienia mogą konkurować z zachodnimi produkcjami. Po prostu mistrz. Kuba Sadowski zaś pokazał na tej płycie samego siebie. Może nie jest taka taneczna i przebojowa jak debiut „Warto rozrabiać”, ale jest super-autorska i mam wrażenie, że wynosi artystę na tzw. wyższy level, a to już wielka sztuka.

Ostatnio jadąc samochodem usłyszałem wywiad z Jakubem w Programie III Polskiego Radia. Tam byle kogo nie zapraszają i to już o czymś świadczy.

Komentarze

© 2012-2016 Riddim.pl - Reggae Music News

Scroll to top