Jesteś tutaj: Strona Główna » Recenzje » Recenzja debiutanckiego krążka grupy Pop Marlej

Recenzja debiutanckiego krążka grupy Pop Marlej

Recenzja debiutanckiego krążka grupy Pop Marlej

Kiedy sześciu facetów z Opolszczyzny ogłasza, że są nieślubnymi synami Boba Marleya, w głowie każdego fana reggae zapala się lampka – ale jak to? Kiedy tych samych gości zakłada zespół i nazywa go Pop Marlej, pojawia się to samo pytanie. A gdy w opisie swojej twórczości zestawiają słowa: reggae, alternative i experimental, nie pozostaje nic innego, jak przesłuchać debiutancką płytę i sprawdzić, o co tu właściwie chodzi.

Na krążku grupy Pop Marley znalazło się aż 14 piosenek, co na pierwszy rzut oka cieszy. Rozpoczynający album utwór „Marylin” jest typowy na track no.1; nie za długa, łatwa, lekka i przyjemna kompozycja z mocniejszymi gitarami na koniec. Buja nie za mocno, ale tekst nie zmieni twojego życia. Po „Trzech obrotach” czuć już stylistykę zespołu, z niewymyślną linią melodyczną oraz skromną, ale w sumie całkiem niezłą sekcją dętą. Dwie piosenki i wiemy, że mamy do czynienia z prostym rootsem w polskim stylu à la bardzo (bardzo) stare Tabu. Tylko wokal jakiś wygaszony i trochę jakby z przyczajki, ale z pewnością bardzo charakterystyczny.

Pierwsze alternative i experimental elementy usłyszeć można w kolejnym kawałku „Brak lęku”. Szkoda tylko, że temat ograniczony został do kilku skreczy, co w efekcie nie brzmi ani nowocześnie, ani wow. I skrecze przewijają się potem przez płytę, zabierając przestrzeń zbyt mało eksploatowanej sekcji dętej. Pomysł był, ale efekt nie zachwyca. Za to panowie gitarzyści nie próżnują i dobrze wykorzystują swój czas. W piosence „S.A.N.D.A.Ł.Y.” będącej istnym szaleństwem tekstowo-gitarowym w rytmie ska, najlepiej wypada właśnie ten gitarowy pierwiastek. Reszta niestety wyszła jak zwykle. Zresztą te wszystkie ska fragmenty nie są najmocniejszą stroną zespołu, co najbardziej daje się we znaki w „Jamajce”.

Największym rozsądkiem zespół wykazał się wybierając single. Pierwszy z nich, „Myśl”, nagrany został przy współpracy z Martą Sobolewską oraz z wywodzącym się podobno ze sceny hip-hopowej Pawłem Ziorko. W tym utworze zgadza się prawie wszystko – fajny tekst, dobra muzyka i przede wszystkim świetny pomysł. Niesmak pozostaje jednak po sekwencji rapowej, która jest tam nie wiadomo skąd i nie wiadomo po co. Druga piosenka promująca album Pop Marlej to „Zatańcz ze mną”, gdzie głosu użycza utalentowana Vimala Vaidyan, a trąbki jazzman, Hans Peter Selentin. Tutaj wszystko się zgadza! Ten kawałek jest argumentem za tym, że Pop Marlej potrzebuję więcej sekcji dętej, bo ta tutaj robi im lepiej niż dobrze. Szkoda tylko, że trzeba było czekać na to do ostatniej pozycji na płycie.

Nie bez przyczyny nie wspominałam wcześniej zbytnio o warstwie tekstowej, Pop Marlej bowiem jest dużo lepszą kombinacją czysto muzyczną niż słowną. Na ich debiutanckiej płycie dzieją się małe tragedie, takie jak np. słowa do „Sanatorium”, a jednocześnie małe cuda, tak jak w „Myśli”. Panowie, idźcie tą mądrzejszą stroną mocy, bo te dowcipne rzeczy ani nie są śmieszne, ani przyjemne w odbiorze.

Pop Marlej jest zespołem młodym, co wyraźnie słychać. Nie można im jednak odmówić oryginalności i ciekawych pomysłów. Nie wiem, ile jest w tym ich winy, a ile producentów, że grupa ta mimo wszystko nagminnie w swoich piosenkach próbując postawić „kropkę nad i” zostaje z kleksem. Nie jest to muzyka ani alternatywna, ani eksperymentalna, ale składa się z cząstek, które jeśli się dobrze wymiesza, to złączą się w wyśmienity koktajl. Pop Marlej przedobrza, ale da się to naprawić.

Komentarze

© 2012-2016 Riddim.pl - Reggae Music News

Scroll to top