Jesteś tutaj: Strona Główna » Recenzje » Recenzja: Chonabibe „Migracje”

Recenzja: Chonabibe „Migracje”

Recenzja: Chonabibe „Migracje”

8 marca 2014 roku nakładem wytwórni Urban Records ukazała się debiutancka płyta lubelskiej załogi Chonabibe zatytułowana „Migracje”. Płyta, która dosłownie rozłożyła mnie na łopatki. Na pozór panowie z Chonabibe mają niewiele wspólnego z reggae, ale jak się zagłębić w temat, to odnajdziemy w ich kompozycjach również wpływy i tego gatunku. Sami muzycy jako inspirację wskazują m.in. takie zespoły jak The Fugees, Arrested Development, Saian Supa Crew, The Roots, ale również The Prodigy, Sly & Robbie, Outkast, Sizzla czy Pharell Wiliams.

Co ciekawe ich utwór „Chodzę własnymi drogami” znalazł się na składance „Our Roots Are Here”, wydanej przez Lou&Rocked Boys. Siłą płyty „Migracje”, prócz wysmakowanego instrumentarium, są głosy frontmanów – Jahdecka i Fat Matthew. Nie ma się zresztą co dziwić skoro część ekipy przez lata udzielała się w beatboxowym Al-fatnujah oraz legendarnym Ghetto Blasta.

Głównym kompozytorem, aranżerem i autorem tekstów jest Hubert „Jahdeck” Prygies. W komponowaniu dzielnie wspierają go klawiszowiec Bartek „Czekol” Grzechnik oraz Michał Dryka aka DJ Positivo. Na perkusji wymiata Witek „V-Tech” Walencik, któremu zdarzy się też popełniać lirykę – tekst do utworu „Co to jest?” (pospołu z Jahdeckiem). W 4 utworach gitarę dograł niejaki Yankee, który wspiera grupę podczas koncertów. Prawdziwym „killerem” jest jednak obdarzony aksamitnym głosem Mateusz „Fat Matthew” Jaroszewski.

Zajrzyjmy do środka krążka. Przenosimy się do ogrodu botanicznego lub słonecznego lasu, gdzie pięknie ćwierkają słowiki, w tle słychać rozłożone na głosy chórki, okraszone 100 % beatboxem; tak zaczyna się otwierający płytę utwór „Wschód”. „Co posłuchamy synku ?” – zwracam się do swojej 5 letniej latorośli, kiedy wsiadamy do samochodu. Łobuzowi gęba się od razu cieszy i odpowiada bez namysłu „tru tru tu tu tu”. Tak samo ma mój przyjaciel „Budzik” – dumny ojciec starszych niewiele od mojego synka bliźniaków. „Co to jest?” zaczyna się ckliwym romansem klawiszy, basu i gitary, i niemalże od razu swoje wokalne możliwości prezentuje Fat Matthew, a spokojnym, pewnym rapem wtóruje mu Jahdeck. Piosenka ta jest swego rodzaju CV zespołu, gdzie pod koniec chłopaki popisują się genialnym zabiegiem, robiąc swoisty „vocal clash”.

Tytułowe „Migracje”, z gościnnym udziałem Junior Stress’a, to numer, którego nie powstydził by się żaden klasyczny reggae band, a dubowy remix zatytułowany „Migracje Dub” kołysze szumem morza i piękną linią gitary, na wzór rytmów Manu Chao. „Chodzę własnymi drogami”, ze swoim spokojnym, hip-hopowym beat’em jest nieco ckliwe, ale za to czujne i z bouncem – jak dla mnie popisowy numer ekipy. O wszechstronności zespołu świadczy także kolejny, niemalże house’owy numer „Sami na nocnej trasie”, będący niejako wisienką na torcie, a także fakt, że cuty i scratche do niektórych utworów położyli tacy mistrzowie jak Dj Feel-X czy Dj BRK, który jest również współproducentem oraz autorem mixu albumu.

Dane mi było poznać tą wesołą gromadę, co prawda przez przypadek, ale za to z rodzinami i dziewczynami. Czuć, że w zespole panuje wręcz rodzinna atmosfera, a muzyka sprawia radość nie tylko im samym, ale przede wszystkim ich fanom, których wciąż przybywa. Wiem też, że panowie idą za ciosem i po sukcesie „Migracji” pracują nad nowym albumem, którego osobiście nie mogę się doczekać. Czytelniku, jeśli jeszcze nie posiadasz swojego egzemplarza „Migracji”, Dobry Wujek radzi: kupuj w ciemno, na pewno się nie zawiedziesz!

Komentarze

© 2012-2016 Riddim.pl - Reggae Music News

Scroll to top