Jesteś tutaj: Strona Główna » Recenzje » Recenzja: Bethel – Dobrze, że jesteś

Recenzja: Bethel – Dobrze, że jesteś

Recenzja: Bethel – Dobrze, że jesteś

Trudno nie zgodzić się z faktem, że Bethel należy do grona zespołów, po których koncertach ma się dwudniowe zakwasy. Wrocławski zespół, z charyzmatycznym Wlazim na wokalu jakiś czas temu oddał w nasze ręce drugi album, do którego początkowo miałem sceptyczne podejście, mając w pamięci debiutancki krążek „Muzyka Serc”.

Rozpoczynający, tytułowy utwór „Dobrze, że jesteś”, z nieco nostalgicznym początkiem, rozbrzmiewa niczym wulkan, kojąc naszą spragnioną duszę dźwiękami pianina, jednostajnym rytmem perkusji i bębnów. Mimo prostego, powtarzającego się tekstu, utwór ratuje się nawiązującym do korzennych rytmów riddimem i niesamowitą sekcją dętą, która kończy prawie 5 minutowy utwór.

„Dobrze, że jesteś”, to album, na którym nie zabrakło też gości. Osobny wątek poświecić by można pojawieniu się w zespole znakomitego muzyka, multiinstrumentalisty i producenta, a przede wszystkim wspaniałego gitarzysty, Szymona Chudego, który śmiem twierdzić uratował zespół przed upadkiem.

Wracając do tematu – drugi, typowo koncertowy utwór zatytułowany „Jedna Miłość”, z gościnnym udziałem muzyków z Luxtorpedy, nieco studzi mój początkowy zachwyt nowym wydawnictwem. Powtarzany do znudzenia refren, mimo wszystko zachęca do wtórowania za zespołem i tupania nóżką, co nie zmienia jednak faktu, iż utwór powinien znaleźć się na samym końcu, oznaczony jako bonus track.

„Czas wspomnień” to utwór, który w pełni ukazuje progress jaki przez 3 lata poczynił zespół jak i sam wokalista. Wspomniane już przeze mnie znakomite riffy gitary Szymona Chudego od pierwszych sekund delikatnie pieszczą nasze bębenki w uszach, a dojrzały tekst zmusza do przemyśleń nad własnym życiem. Miłym zaskoczeniem jest też dubowy akcent, która pojawia się gdzieś po środku utworu.

Ze swym energetycznym wstępem wygrywanym na perkusji i zadziornym dźwiękiem gitary basowej jedynej w zespole kobiety (Magdalena Dachowska) utwór „Cuda” od początku zachwyca swą prostotą. Dobrze rozpoczynająca się druga zwrotka, z wersem, który na stałe powinien zagościć na czerwonym pasku stacji informacyjnych („Otwórz swe oczy, zobaczysz więcej, otwarte oczy otwierają serce”), ma jednak swoje minusy w postaci irytującego uwielbienia wokalisty do koncertowych wstawek. Na szczęście po raz kolejny utwór ratuje mocno rockowe zakończenie wygrywane na lśniących gitarach Chudego.

Utwór „Rzeki”, który doczekał się już klimatycznego teledysku, to istny strzał w dziesiątkę. Po raz kolejny mamy tu do czynienia z mocno rootsowym rytmem okraszonym życiowym tekstem, który szybko wpada w ucho.

Słuchając kolejnych utworów, momentami odnoszę wrażenie, że zespół nie do końca miał pomysł na „Dobrze, że jesteś”. Z jednej strony dostajemy dojrzały, mocno pulsujący jamajskimi wibracjami album, z drugiej numery typu „Trzeźwy umysł”, przy którym nawet nieco dyskotekowo brzmiący singiel „Noc”, z gościnnym udziałem frontmana oraz basisty zespołu Enej jest o niebo lepszy. Uważam, że numer zawierający m.in. takie zwroty jak „Hej bracie, siostro! Zrób do przodu krok / bioderka w bok, bioderka w bok” nie przystoi zespołowi, który na scenie działa od ponad 8 lat.

Na szczęście są też utwory, przy których zapominamy o drobnych potknięciach, m.in. romantyczny „Nie oddam cię”, buntowniczy „We Wanna Fight”, który również doczekał się teledysku czy energetyczne „Sam na sam” i „Tyle dróg”.

„Dobrze, że jesteś” to mieszanka iście wybuchowa; z jednej strony mocno zauważalny jest postęp, praca nad brzmieniem, wokalem czy tekstami, z drugiej strony brakuje tu jednak ognia, w efekcie czego dostajemy album, który momentami pobudzi zmysły wytrawnego słuchacza, a mniej wybrednych fanów zadowoli nicością wylewającą się ze słabszych numerów. Jak to się mówi – do trzech razy sztuka.

Komentarze

© 2012-2016 Riddim.pl - Reggae Music News

Scroll to top