Jesteś tutaj: Strona Główna » Recenzje » Recenzja: Bednarek „Oddycham”

Recenzja: Bednarek „Oddycham”

Recenzja: Bednarek „Oddycham”

Drugi solowy album Bednarka miał być zbiorem wspomnień, dziennikiem artysty od chwili wydania hitowego „Jestem”. Niestety, gwiazdor polskiej sceny muzycznej zafundował słuchaczom swoisty reggae koszmarek.

Wydany w 2012 roku pierwszy solowy album Bednarka „Jestem” uzyskał w Polsce status diamentowej płyty, uzyskując sprzedaż na poziomie 150 tysięcy egzemplarzy. Artysta udowodnił, że bez swojego macierzystego zespołu Star Guard Muffin potrafi dotrzeć do szerokiego grona odbiorców. Nie pochylając się jeszcze nad twórczością Kamila Bednarka, trzeba więc przyznać, że jest on muzycznym fenomenem, kimś, kto po kilku chudych latach wprowadził reggae „pod strzechy”.

Nie można odmówić mu ani talentu, ani popularności, tym bardziej dziwi już pierwsze odsłuchanie nagranego między innymi w legendarnym Tuff Gong Studio na Jamajce krążka. Otwiera go wybrany na singiel „Saling”, tak naprawdę jeden z najmocniejszych punktów płyty. W porównaniu do innych utworów, wszystko się tu klei, są wpadające w ucho przejścia, standardowo można zachwycić się barwą głosu Bednarka. Jedynym minusem okazuje się rezygnacja z rodzimego języka na rzecz niekoniecznie perfekcyjnego angielskiego.

Chwilowe odprężenie kończy się już przy nagranym ze Staffem utworze „Euforia”. Prawdę mówiąc nie wiadomo, co autor miał na myśli – nagrany zapewne z myślą o rozbujaniu koncertowych tłumów kawałek nuży ciężkimi klawiszami, żenuje wersami typu „nowy słowotok/podaj mikrofon/nie bądź taki koko loko/rymy mogą podbić oko”. Fanki w wieku około gimnazjalnym mogą być zachwycone, reszta szybko przechodzi do kolejnych utworów.

Imponuje lista zaproszonych do współpracy artystów – w „Real Ting” udziela się jamajska legenda Junior Kelly, w „Good Soul” pojawia się Alborosie. Niestety Bednarek wypada przy nich blado, niepotrzebnie upierając się przy trochę kulawym angielskim. Wystarczy przecież wspomnieć „Rootsman Soul” ze Stephenem Newlandem, aby przekonać się, że polsko-zagraniczne utwory wychodzą Kamilowi znakomicie. „Real Ting” jest ogólnie niezapadającą w pamięć kompozycją, lepiej dzieje się w przypadku „Good Soul”, z charakterystycznymi dęciakami i wysokim poziomem zaprezentowanym przez pochodzącego z Włoch Alborosie. Instrumentarium razi natomiast w aspirującym do gatunku ska utworze „Światło”, czy naszpikowanym smyczkami, klawiszami i chórkami „Leave This Town”.

Nie mogło też zabraknąć kontynuacji granej do bólu we wszystkich stacjach radiowych „Ciszy”. Swoją wrażliwość i głęboki wokal Bednarek prezentuje w „Uciekam w Słowa”, jak na mój gust z też trochę przekombinowanym podkładem – o wiele lepszy wydźwięk miałaby akustyczna wersja tego utworu. Ciekawa historia kryje się za zamykającym album „List”. Miłosny tekst wiele lat temu napisał ojciec Kamila, a syn postanowił upublicznić dowód uczucia do jego matki. Pomysł łapie za serce, ale wyszło… średnio, ponownie za sprawą nieprzemyślanej i przeładowanej melodii. O jeszcze większy zgrzyt zębów przyprawia fakt, że solówka w tym utworze wyszła od Dean’a Fraser’a, najpopularniejszego jamajskiego saksofonisty. Potencjalnie mógł być to hit, zresztą tak jak w przypadku innych utworów z tej płyty. Zabrakło właściwej realizacji, głębi w warstwie tekstowej i wyczucia, w którą stronę zmierza światowe reggae z najwyższej półki.

Sam Bednarek zapowiadał, że album będzie nagrany w stylu rootsowym, ale szumne zapowiedzi zakończyły się na przeładowaniu utworów solówkami. Denerwujące chórki i podkład w „Thinkin Twice” przywodzą na myśl raczej nieudolną próbę dorównania Stevie Wonderowi, a nie mistyczne korzenne granie. Wybrany na singiel „Chwile Jak Te” w duecie ze Staffem podbił już radiowe stacje w naszym kraju, ale z reggae także nie ma zbyt dużo wspólnego. Ot, zwykła wakacyjna piosenka, którą na swoich telefonach odtworzą fanki zapatrzone w skromnego, uzdolnionego artystę.

Nie wiadomo też, czy ktokolwiek pochylił się dłużej nad okładką „Oddycham”. Zmontowany pewnie przez początkującego znawcę Photoshopa Bednarek-drzewo wygląda trochę tak, jakby był elementem dziobu Titanica. Jeszcze nie opadł na dno, ale podsumowując, szkoda na ten album jego talentu.

Komentarze

© 2012-2016 Riddim.pl - Reggae Music News

Scroll to top