Jesteś tutaj: Strona Główna » Artykuły » Okiem redaktora: 15. Urodziny Zjednoczenie Sound System – reportaż

Okiem redaktora: 15. Urodziny Zjednoczenie Sound System – reportaż

Okiem redaktora: 15. Urodziny Zjednoczenie Sound System – reportaż

W sobotę 05 marca 2016 roku 15. urodziny świętowało Zjednoczenie Sound System. Impreza odbyła się w Warszawskim klubie „Hydrozagadka”, a nasza redakcja posłała tam swojego człowieka w postaci mojej skromnej osoby. Postanowiłem podzielić się wrażeniami z naszymi czytelnikami i opisać Wam to w formie krótkiego, subiektywnego reportażu. Zapraszam do lektury.

Czytaj także: recenzja albumu Zjednoczenie Sound System „Inity”

Mój pobyt w Warszawie w latach 1990-2002 sprawił, że człowiek jakoś wrósł w stolicę, miło ją wspomina i zawsze z sentymentem do niej wraca. Takiego jubileuszu nie mogłem więc przepuścić. Wyjazd z rodzinnego miasta opóznił sie znacznie poprzez miłość do… piłki nożnej. Nie mogło być inaczej skoro na stadion KS Siarki przy ulicy Al. Niepodległości w Tarnobrzegu zawitał odwieczny rywal zza miedzy czyli Stal Stalowa Wola.

Siareczka wygrywa 1:0, po meczu zabieram na pokład samochodu 3 wspaniałych gentlemanów i ruszamy do „Babilonu” (czasami tak żartobliwie określamy stolicę w rozmowach). W samochodowym odtwarzaczu króluja same nowości – Manudigital „Digital Pixel”, Tom Fire „Low Fidelity”, „To co było, to będzie” Damiana SyjonFama oraz nasze podziemne nagrania, których nie słyszał nikt, ale może jeszcze świat o nich usłyszy. Po 4 godzinnej podróży w radosnym nastroju wpadamy do stolicy. Mijamy stadion Legi, która właśnie dobrała się do skóry Górnikowi Zabrze (3:1). Jeszcze tylko zjazd na na Wolę i lądujemy u przyjaciół, którzy specjalnie na nasz przyjazd zdeponowali dzieciaki u znajomych. Pyszna kolacyjka, ekskluzywne trunki, i kolejne mordki i mordeczki meldują się w tzw. punkcie zbornym. Zamawiamy dwie duże taksówki i lądujemy w Hydrozagadce.

To co zobaczyłem przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Klub niemiłosiernie nabity. W szatni zabrakło miejsca na kurtki. Po lewej klub o nazwie “W Chmurach”, po prawej “Skład Butelek”. W ogóle Praga przepoczwarzyła się w swoiste centrum kulturalne. Wiele o tym słyszałem od znajomych. Ostatnio będąc 2 dni w stolicy zaliczyłem dwa koncerty – Kinior Reggae Sound w klubie Fugazi (jako support grali tam też – Johny Rockers) oraz dzień później festiwal Rób Reggae. Miałem również zaszczyt przenocować u słynnego Yas Mana, który towarzyszył mi na pierwszym koncercie. Zaowocowało to też ekskluzywną rozmową z Jasiem, którą możecie przeczytać w dziale wywiady na łamach naszego portalu. Tego wieczoru “mister Kusz” pokazał mi nowe oblicze kulturalne warszawskiej Pragi. Teraz ponownie przeżyłem pozytywny szok. Przecież mieszkałem na ul. 11 listopada parę lat w kamienicy. Wtedy te okolice (ul. Stalowa, Brzeska, 11 listopada) nazywane były “trójkątem bermudzkim” i uznawane za jedne z najniebezpieczniejszych miejsc w stolicy. Na ul. Ząbkowską też lepiej było nie chodzić. Królowała wtedy subkultura tzw. „dresiarzy”, a bycie złodziejem było bardzo na topie wśród patologii społecznej. Tzw „krojenie” (punkowcy pamiętają o co chodzi) było tam na tzw. porządku dziennym. Zresztą pan redaktor niejednokrotnie na swojej skórze takowych akcji doświadczył…

Wybiła godzina 23:00 – byliśmy „lekko spóźnieni”. Na scenie kończą swój występ chłopaki z Łodzi, czyli raggamuffinowi zapaleńcy z JAM VIBEZ. Grali dubplaty m.in. od Mr. Williamz’a i YT, a na majku szalał Daddy Bozo. Pozdrowił ze sceny ekipę z Tarnobrzega i od razu było nam milej na serduchach. Sam przecież ma tam swoje roots. Tam się wychował i razem chodziliśmy do klasy w podstawówce. Przyjaźnimy się po dziś dzień. Ba, bywa że kolaborujemy muzycznie jak tylko czas pozwala, a grając reggae z kapela na żywo traktujemy go jako pełnoprawnego członka zespołu “na Łódzkiej emigracji”. Nie udało się dotrzeć na seta Wysokiego Soundu, który grał jako pierwszy support. Mam nadzieje, że kiedyś tą zaległość nadrobię. Jam Vibez grali ostatnie numery. Sadząc po publiczności i widząc klasyczne „morze głów” obstawiam w ciemno, że wypadli wyśmienicie. Jeszcze lekki bisik, gdzie gościnnie pokazał się na scenie Medik z poznańskiej załogi Ictus Sound i możemy „strzelać misie” z reprezentantami Łodzi. Ta ekipa zawsze trzyma poziom. W tłumie spotykam kolejnego krajana, Matysa ze Splendid Sound. Poznaje jego dziewczynę, a on przedstawia mnie jako “swojego wychowawce”. Bardzo miło z Jego strony, aczkolwiek “małolat” zrobił to chyba z szacunku dla mojego wieku, gdyż jako DJ i Selector wyprzedził mnie o jakieś kosmiczne lata świetlne. Dzięki niemu deponuję odzienie na backstage’u, gdzie witam się z “elitą” i samym “guru” – czyli Mirosławem „Makenem” Dzięciołowskim.

Piwka, towarzyskie rozmowy, kolejny „miś” tym razem z wyglądającą oszołamiająco tego wieczoru Anną G. ;-) i można zacząć konsumować danie główne, czyli jubilaci rozpoczynają swój show. Za sterami legendarny Selecta Krzak, na majkach Pablopavo i Diego Cichy Don. Zaczęło się! Nie muszę opisywać ogólnej ekstazy temu towarzyszącej gdyż filmiki z imprezy już krążą po YouTubach i fejsbukach. Napiszę tylko jedno – kto nie był niech żałuje.

Bardzo pomógł fakt, że chłopaki się spięli i wydali płytę „Inity”. Dzięki temu “reggae świadoma” publiczność lepiej zna teksty i nawija razem z chłopakami o refrenach nie wspominając. Z dziennikarskiego obowiązku odnotuję również fakt pojawienia się na scenie kilku wyśmienitych gości. Wiadomo, ze historia tej ekipy to nie tylko tych trzech asów, o których mowa. Na scenie przy mikrofonach pojawiają się także Mr. Reggaenaerator i Earl Jacob. To było naprawdę dobre show – nie zabrakło spontanicznych freestylów, kapitalny cover Post Regimentu „Czar zły” ze wstawkami klasycznych cytatów np. kultowe „Płonie Babylon” czy „każdy ma prawo decydować o swym losie, każdy ma prawo żyć tak, jak chce” z repertuaru legendarnego Izraela, czy Dezertera. Poleciały też numery solowe Diega takie jak słynny „Pies Kefir”. Przy tym chłopaku zatrzymam się na dłużej. To najmłodszy członek Zjednoczenia i niesamowity raggamuffinowy karabin, który tak naprawdę zakochał się w reggae nie tak dawno, robi progres w tempie francuskiego pociągu TGV. Zasłuchuję się w jego nieoficjalnej EP-ce „Nazywam Się” i jestem największym fanem utworu anglojęzycznego pt. „Reggae Lover”. A w kawałku Zjednoczenia „International” pięknie płynie po francusku. Zdolniacha. Nic tylko pozazdrościć talentu koledze. Czekam na jego solowy materiał, bo zakulisowo wiem, że takowy się szykuje pod okiem równie zdolnego producenta czyli Olo Mothashippa. Będzie kosa – czuje to. Przebijali się chłopcy po występie przez tłum – udało się przybić pionę i z Diegiem i z Pablem.

Przysłowiową wisienkę na torcie postawić gość z zagranicy, Rosjanin Steppa Style. Przyznam szczerze, że czekałem na ten występ, gdyż nigdy wcześniej nie słyszałem tego zawodnika na żywo. Jaram się raggamuffinowymi nawijaczami od lat i sam zresztą mam takową zajawkę. Gdy Parę lat temu dostałem nagrania Steppy byłem w szoku – co za gość! Całkiem niedawno twierdziłem, że wśród takowych „szczekaczy” rozbraja mnie dwóch Panów – Bigga Ranks z Francji i właśnie Steppa Style z Rosji. Bigga gościł w Warszawie w tamtym roku bodajże. Żałuję, że nie dotarłem na jego koncert. Steppa Style już nie odpuściłem. I nie zawiodłem się. Przygrywał mu Matys ze Splendid Sound, a sam Steppa pozamiatał na całego. To już jest High International Level – po prostu mistrz. Prędzej umrę niż taki osiągnę, ale trzeba mieć jakieś wzorce.

Publiczność wcale nie rozchodziła się do domu, gdyż szybko sprawy w swoje ręce wzięli chłopaki ze Spledid Sound w osobie Szczepana “Splendida” Rolskiego i Matysa. Panowie nie dali zejść ludzikom z parkietu, prezentując wybitne smakołyki muzyczne, bo kto jak nie oni (zaprawieni w clashowych bojach, z pucharami na koncie) ma lepsze dubplate’y? Grał Splendid – a pochwalne tjuny na cześć tej ekipy wyśpiewywali z głośników prawdziwi wyjadacze. Lista zagranych duplates jest zaiste imponująca. Capleton, Sizzla, Burro Banton, Beenie Man, Cutty Ranks, General Levy, Papa San, Reggie Stepper, Lt. Stitchie, Admiral Bailey, Daddy Freddy, Ward21, Johnny Osbourne, Skarra Mucci, Stylo G, Steppa Style. Jak do tego dodamy dubplaty od bohaterów wieczoru (m.in. Diega, PabloPavo i Earl Jacoba) to nie ma się czemu dziwić, że pląsy trwały w najlepsze, a lokal wcale się nie przerzedzał.

Po Splendidach wcale końca nie było, gdyż stery opanował Syntopa Sound. Już na występie Steppa Style rytmy zaczęły przyspieszać i zaczęło się ragga jungle na całego. Wraz z ekipą zajęliśmy małą przestrzeń po prawej stronie klatki realizatora i pościliśmy się w jungle pogo. Ustać się po prostu nie dąło – yeah, jungle massive! Na secie Syntopy, spragnieni mocniejszych rytmów dostali junglem po głowach, że aż w pięty poszło. Przy tych rytmach kończyny same chodzą – nie ustoi człowiek w miejscu i tyle. Jak przez mgłę przypominam sobie, że jeszcze Mr. Reggenerator i Steppa pojawiali się na scenie na „aftershowcasach”, ale już biegane było po „chmurach” i „butelkach”. Organizm obwieszczał koniec balu, choć w lokalu trwały jeszcze tańce w najlepsze. Na koniec lekkie avanti z ochroniarzem – na szczęście rozwiązane humanitarnie i pokojowo. Wsiadaliśmy do taksówek – obok nas taki sam manewr stosował Diego. Przy porannym “śniadaniu mistrzów” na Woli towarzyszyło nam niezmierne ukontentowanie z przeżytej imprezy i towarzyskich spotkań.

Szczęśliwie wracamy do domu w niedzielne popołudnie, bez złych przygód, kontroli i mandatów. W rozmowach zacieszamy, że jeszcze z tym reggae nie jest u nas tak źle. Od dłuższego czasu bowiem w środowisku panuje jakoweś zniesmaczenie, ponieważ na wielu imprezach, sound systemach czy koncertach frekwencja delikatnie mówiąc jest lekko kontrowersyjna. Utarło się, że na reggae eventy przychodzi coraz mniej ludzi – nawet w większych miastach. Być może tak jest – ale jak dzieje się coś “grubego” to jednak jest duch w narodzie, a 15. urodziny Zjednoczenia Sound System były tego najlepszym przykładem. O 20:00 odpaliłem na żywo kultową audycję „Strefa Dread” Makena w programie 4 Polskiego Radia, który również zacieszał na antenie – prognozując na oko, że na wczorajszych urodzinach Zjednoczenia było ok. 600 osób. W zupełności się z nim zgadzam. Oby więcej takich imprez.

Komentarze

© 2012-2016 Riddim.pl - Reggae Music News

Scroll to top