Jesteś tutaj: Strona Główna » Artykuły » Od pralki do Babilonu, czyli początki reggae w Polsce

Od pralki do Babilonu, czyli początki reggae w Polsce

Od pralki do Babilonu, czyli początki reggae w Polsce

Kraj nad Wisłą tylko z pozoru nie jest najlepszym miejscem do tworzenia i słuchania muzyki reggae. Jamajskie dźwięki zawitały do Polski około pięćdziesiąt lat temu i od tamtego czasu zainspirowały rzesze artystów i odbiorców. Prawdziwym początkiem reggae na rodzimym podwórku nie była jednak, jak sądzi wielu, twórczość Brygady Kryzys lub zespołu Izrael. Podróż w czasie należy zacząć już od lat 60. XX wieku.

NA POCZĄTKU BYŁO SKA
I zaczniemy od niezwykle uroczego zespołu Alibabki. Był rok 1965, na pierwszych nieśmiałych próbach zaczęli się spotykać muzycy Czerwonych Gitar, a piłkarze zremisowali na Stadionie Śląskim ze Szkocją 1:1. Wtedy też do Polski trafiła zagraniczna płyta z dziwną, skoczną jamajską muzyką. Płytę tę otrzymał kierownik muzyczny wspomnianych Alibabek Juliusz Loranc i natychmiast uznał ją za idealny, trochę kabaretowy materiał do przerobienia. A dźwięki w stylu ska, bo to właśnie takie zostały nagrane na przywiezionym przez turystów z USA krążku, zaaranżowano w studio nagraniowym wraz z instrumentalnym zespołem Tajfuny. Powstała pierwsza w polskiej historii płyta z prekursorskim reggae, „W Rytmach Jamajca Ska”. Jak głosi legenda, artyści doskonale bawili się przy nagrywaniu utworów „Dykcja Dla Wszystkich”, „Już Nie Twist”, „Echo Ska” i „Wash Wash Ska”. Do pierwszego z nich słowa napisał sam Wojciech Młynarski, a odgłosy tytułowego „prania” w ostatniej wspomnianej piosence nagrano z pomocą zwykłego wiadra wypełnionego wodą oraz rury od odkurzacza.

A może kojarzą państwo René Glaneau, a właściwie Romana Środę, znanego w Polsce powojennej piosenkarza, popularyzatora francuskiej piosenki? Jego głos podbijał kobiece serca od wschodu do zachodu kraju, a jak głoszą niektóre źródła, dokładnie w 1966 roku sięgnął on wraz z zespołem Chochoły (to z jego muzykami jakiś czas później karierę zaczynał Czesław Niemen!) po piosenkę „Shame & Scandal”, napisaną przez dwóch wykonawców calypso w latach 40. XX wieku. Spolszczony na „Skandal w Rodzinie” oraz z wiernie odwzorowanym tekstem utwór nosi w sobie cechy starych jamajskich dźwięków. Na świecie covery tej piosenki wykonywali między innymi Shawn Elliot, młody Bob Marley, Peter Tosh, czy zespoły The Skatalites i Madness. W Polsce wersję René Glaneau i Chochołów podchwyciły zespoły… disco polo. Cover niezapomnianego Bayer Full do dziś wykorzystuje się na wielu weselach lub wiejskich potańcówkach.

REGGAE W WALCE Z SYSTEMEM
Przenieśmy się jednak w lata 70. i 80. XX wieku. Dokładnie dekadę po wypuszczeniu z nagraniowego studia krążka Alibabek, popowa grupa Homo Homini zaistniała w świadomości Polaków z utworem „W Tym Domu Straszy”, której rytm jest utrzymany w stylistyce reggae. Żadnych wątpliwości co do inspiracji jamajskimi dźwiękami nie ma już w przypadku „Bananowego Songu” zespołu Vox. Wykonanie tego utworu zapewniło nawet boysbandowi w 1980 roku nagrodę publiczności na Festiwalu Interwizji w Sopocie. Było to jednak zaledwie preludium do późniejszego zaistnienia reggae w świadomości polskich odbiorców. Podobnie jak i w krajach zachodnich, w swoim najbardziej klasycznym wydaniu przybyło do kraju nad Wisłą wraz z punkiem.

Niestety nie wiadomo, kto pierwszy w tym środowisku przeszmuglował zza granicy i puścił na afterze po koncercie, a może i na domówce, płyty Black Uhuru, Boba Marleya, czy Misty In Roots. Faktem jest, że podobnie jak w Wielkiej Brytanii polskie punkowe zespoły zaczęły do swojej twórczości włączać rytmy reggae. Odbyło się w to sposób niemal naturalny – Robert Brylewski, założyciel Kryzysu, jednej z pierwszych punkrockowych grup w naszym kraju, wspomina rok 1980 i pierwszą zagraną przez jego zespół piosenkę z jamajską inspiracją. Następnie, już jako Brygada Kryzys wypuścili z perypetiami „To, Co Czujesz, To, Co Wiesz”. Przywodzący na myśl dokonania kultowego The Clash utwór jest dowodem na coraz większy wpływ reggae na rodzimym rynku nagraniowym. Muzycy Kryzysu występowali nawet równolegle z zespołem Deadlock – ich album „Ambicja” ze słyszalnym pochodzącym z Jamajki brzmieniem ukazał się we Francji w 1981 roku i był dystrybuowany na terenie całej Europy Zachodniej. Następnie ponownie trzeba wrócić do Roberta Brylewskiego, który okazuje się pionierem szeroko zakrojonej sceny reggae w Polsce. Na początku 1983 roku w Warszawie, rozpadająca się powoli Brygada Kryzys okazała się tłem do stworzenia zespołu grającego wyłącznie rastafariańskie, uduchowione reggae. Brylewski został inicjatorem grupy Izrael, która już w sierpniu tego samego roku wystąpiła u boku samego Misty In Roots. Teksty artystów nawiązywały ściśle do Babilonu, Jah, czy Rastafari. Co ciekawe, okazało się to idealnym sposobem na ominięcie uprzykrzającej życie muzyków cenzury. We wspomnieniach członków Izraela przewijają się opowieści o zmieszaniu PRL-owskich kontrolerów czytających słowa o „Syjonie”, „Zwycięskim Lwie Plemienia Judy” i „Irie”.

Pod słowem „Babilon” krył się jednak system, tak opresyjny, że zespoły notorycznie toczyły walkę o możliwość nagrania materiału czy występu na żywo. Rozwój muzyki nawołującej do wyzwolenia się spod jarzma oprawcy był trudny, ale publiczność w tamtych czasach chłonęła takie treści jak gąbka. Szara PRL-owska rzeczywistość została nagle przykryta kolorem, żółto-czerwono-zielonymi barwami, pozytywnym pulsacyjnym brzmieniem i zapachem marihuany. Na podatny grunt trafiła także jamajska filozofia, czcząca etiopskiego cesarza Haile Selassie. Polacy odczuwali, że lepszy świat, prawda i szczęście leżały gdzieś poza ich zasięgiem, a powstające w latach 80. zespoły reggae dawały nadzieję na sprawczą moc muzyki i idące za nią zmiany. Gedeon Jerubbaal (hitowe „Śpiewaj i Tańcz”), R.A.P., Bakshish (pierwszą płytę wydali dopiero po dziesięciu latach działalności!) i Daab – muzycy tych oraz innych składów wykonywali między innymi utwory o charakterze mistycznym, przywołujące na myśl tęsknotę za spokojnymi czasami wolności.

FESTIWALE OZNACZAJĄ WOLNOŚĆ
Enklawą reggae w trudnym politycznym okresie okazały się muzyczne festiwale. Styl ten był prezentowany na początku lat 80. w Jarocinie, gdzie swój debiut przed szerokim audytorium zaliczył choćby Izrael. A już w 1983 roku w Warszawie odbył się zainicjowany ponownie przez Roberta Brylewskiego oraz Sławomira Gołaszewskiego Festiwal Róbrege. Na otwartym także na punk rocka wydarzeniu zorganizowano koncert wspomnianego zespołu Misty In Roots, co nadało inicjatywie międzynarodową rangę. Podczas kolejnych edycji cieszącego się ogromnym zainteresowaniem publiczności festiwalu, na scenie wystąpili oczywiście Izrael, a także Bakshish, R.A.P., Tilt, Dezerter i T.Love. Było to wielkie wydarzenie, szczególnie na tle wyjątkowo niesprzyjającej sytuacji politycznej. Reggae stało się niejako narzędziem walki z systemem, co zainteresowało wykonawców zagranicznych. Coraz częściej nie zwracając uwagi na pieniądze starali się oni zorganizować koncert dla szczerze entuzjastycznej polskiej publiczności. Obecnie w naszym kraju nie brakuje stojących na najwyższym poziomie festiwali reggae, ale wszystkie one mają rację bytu miedzy innymi dzięki uporowi organizatorów Róbrege i Jarocina.

Po wielu perypetiach, reggae w naszym kraju osiągnęło znaczącą pozycję, także pod względem obecności w mediach. Istnieją specjalne magazyny poświęcone wyłącznie jamajskim brzmieniom (np. „Free Colours”), charakterystyczne dźwięki są obecne w telewizji i radiu. I mimo bardzo trudnych warunków, w jakich przyszło żyć oraz tworzyć prekursorom reggae nad Wisłą, muzyka ta wciąż podlega rozwojowi oraz posiada liczne grono oddanych fanów.

Pierwszy akapit: Opis z książeczki płyty „All About Music – Polska w Rytmie Reggae” Galapagos Music, 2009 / Janusz Yasman Kusz

Komentarze

© 2012-2016 Riddim.pl - Reggae Music News

Scroll to top