Jesteś tutaj: Strona Główna » Wywiady » O sobie, muzyce i pasji – wywiad z Martyną Baranowską

O sobie, muzyce i pasji – wywiad z Martyną Baranowską

O sobie, muzyce i pasji – wywiad z Martyną Baranowską

Kobiety w Polskim Reggae. Temat rzeka, ale jak się przyjrzeć bliżej nurtowi, okazuje się ze nie ma ich zbyt wiele. W 1964 r zespół Alibabki nagrywał kiedyś pierwsze utwory w rytmach ska. W latach osiemdziesiątych furorę robiła Vivien Quarcoo, występując u boku swego męża Roberta Brylewskiego na chórkach w legendarnym zespole Izrael. Z tego związku przyszły na świat dwie wspaniałe dziewczyny – Sara i Ewa; obie poszły w ślady rodziców i też możemy spotkać je na scenie. Starsza Sara jest wokalistką trójmiejskiej formacji Enchantia, nagrała też swój solowy album. Młodsza Ewa – wojaży z tatą i występuje w obecnych składach Izraela. Wtajemniczeni wiedzą kto to jest Jahgoda z Lion Vibrations lub Monika z Bakshisha. W łódzkim Raggattack obok Nigeryjczyka Henrego Mmereole – świetnie się z nim uzupełniała jego krajanka Lisa. Rewolucyjna była płyta Bass Medium Trinity. Stała się ona fundamentem sceny sound systemowej. Pamiętacie to niezapomniane trio? Za sterami ABSelector, na majkach Frenchman i Marika. Marika pracuje w telewizji, zaryzykuję twierdzenie, że jest już celebrytką. Wydała kilka solowych albumów, kilkanaście świetnych piosenek (w tym kultowe “Moje Serce”); śmiało można ją nazwać naszą „reggae królową”. Piękna i zjawiskowa Nadia jest pierwszym głosem w Naamanie z Lubina. W częstochowskim Nefre śpiewała Dominika Skowron. W lubelskim Ayarise; zespół miał przez chwilę dwie wokalne armaty, męską, w osobie Artura Zwierzchowskiego (aka Artaman) i żeńską w osobie Agnieszki „Dębowej Królowej” (aka Lady Dee). Agnieszka pędzi z wiatrem ma wsparcie wśród muzyków Ayarise (dawne ComeYah) i nagrywa swój solowy projekt jako Lady Dee Spiritual. Profesjonalizmem porażają dziewczyny z I-Grades, czyli Magda Dzięgiel i Basia Miedzińska (stałe współpracowniczki Mesajaha i Ras Luty), o których już zaczyna być już głośno w Europie.

Panie i panowie mam wewnętrzne przeczucie, że nadchodzi nowa dama, która odciśnie piętno na krajowym podwórku. Ta filigranowa, o nieprzeciętnej urodzie dziewczyna ma głos jak rasowa Lwica. Zapraszamy do rozmowy z Martyną Baranowską, wokalistką Chilli Crew.

Martyna skąd się wzięłaś? Skąd twoje zamiłowanie do muzyki i decyzja, że będziesz śpiewać?

Zanim odpowiem chciałam podziękować, za tak ładny wstęp – bardzo mi miło. Wzięłam się z Mrowin – piękna, mała wieś, do której bardzo lubię wracać – to właśnie tam, 20 lat temu, na świat przyszła mała Martynka, która śpiewa odkąd pamięta. Można powiedzieć, że moje zamiłowanie do muzyki spłynęło na mnie z góry. Nie było dnia, w którym powiedziałam sobie „postanawiam być artystką”, z dnia na dzień stawało się to dla mnie co raz bardziej oczywiste. Właściwie to sama nie wiem, czy już zasłużyłam sobie na miano artystki.

Grasz na jakimś instrumencie, zdobyłaś jakieś muzyczne wykształcenie?

Przez rok chodziłam do szkoły muzycznej, w której uczyłam się gry na skrzypcach. Niestety brak cierpliwości do odczytywania „czarnych znaczków” porozrzucanych na pięciolinii i moje lenistwo sprawiły, że nie skończyłam tej szkoły. Jednak wiedza, którą zdobyłam w tym czasie jest wystarczająca do tego, żeby grać na skrzypcach ze słuchu, co zdecydowanie bardziej mi odpowiada. Uczęszczałam również do Liceum o profilu muzycznym; tam miałam obowiązkową grę na pianie oraz chór (zajęcia te wspominam z uśmiechem na ustach; panie, które przygotowywały nas do koncertów wyciskały bardzo przyzwoite dźwięki nawet z tych, którzy z muzyką nie mieli za dużo wspólnego). Kiedyś moja siostra dostała na prezent urodzinowy gitarę, podkradałam jej zeszyt z rozrysowanymi akordami i uczyłam się grać. Ostatecznie zainteresowania siostry poszły raczej w innym kierunku niż muzyka, ale za to ja gram na tym instrumencie podobno nie najgorzej. Lubię również bardzo grać na bębnach, czasami zdarza się pojechać ze znajomymi do lasu czy na łąkę trochę pohałasować. Gitarę basową również lubię (choć basistką jestem nie najlepszą ;)).

Jak powstało Chilli Crew i jakie są wasze plany na przyszłość?

Zespół powstał z inicjatywy Szymona Chudego i Jakuba Wojciechowskiego. Nasza współpraca zaczęła się kilka lat temu. Nie wiem dokładnie skąd chłopaki mnie wytrzasnęli; z tego co pamiętam Jakub przyszedł na jeden z moich akustycznych koncertów, który grałam we wrocławskim Alive, tam po raz pierwszy mnie usłyszał. Co do planów – na pewno granie koncertów no i … płyta.

Wasz ostatni numer zatytułowany „Prośba” dosłownie pozamiatał na polskiej scenie alternatywnej. Opowiedz o twoich wcześniejszych dokonaniach.

To miłe, że tak uważasz. Dodam ciekawostkę, że utwór ten stworzyłam w ciągu 5 minut, chwyciłam za gitarę i zaczęłam śpiewać.

Pierwsze koncerty grałam z zespołem RAYNE. Nasze główne osiągnięcie to zwycięstwo muzycznej bitwy organizowanej przez Radio Wrocław, dzięki czemu mieliśmy przyjemność zagrać na koncercie Nowe Brzmienie Republiki – to były niezapomniane chwile. Grałam również kameralne, akustyczne koncerty u boku mojego przyjaciela Wiktora Chołodego, za którymi bardzo tęsknię. Niejednokrotnie miałam okazję wystąpić z zespołem Bethel, między innymi na Przystanku Woodstock, gdzie już trzeci raz z rzędu występuję z zespołem Radical Soul Ammunition oraz GaGa Zielone Żabki. W tym roku udało się również zagrać z Chilli Crew.

„Prośba” jest bardzo chilloutową, sentymentalną piosenką, mało w niej reggae, czy to znaczy, że cały zespół odchodzi od muzyki korzeni?

To nie łatwe pytanie, a to dlatego, że wiele naszych utworów powstaje spontanicznie. Nie zakładamy nigdy, czy utwory, które zaczynamy komponować mają być w tej czy innej stylistyce. Jedno wiem na pewno – nigdy nie odejdę od muzyki korzeni, roots reggae vibrations na zawsze pozostanie w moim sercu.

Zapewne chciałabyś nagrać kiedyś swoją solowa płytę, w jakim klimacie ją sobie wyobrażasz?

Oczywiście, bardzo bym chciała i kiedyś na pewno to zrobię. Minimum instrumentów, gitara klasyczna, kontrabas i trąbka, taki zestaw byłby ekstra.

Masz jakieś wzory do naśladowania? Jakiej muzyki słuchasz na co dzień?

Każdy dźwięk składa się na muzykę, bardzo lubię odgłosy natury, szczególnie śpiew ptaków. Uwielbiam letnią porą zapalić jointa, wsłuchać się w ich ćwierkanie. Nie wiem czy naśladowanie jest dobre. Bardzo mi miło, gdy po koncercie ludzie przychodzą i mówią, że podoba im się to, co robię. Czasem porównują mnie do Eryki Badu, Selah Sue czy Lauryn Hill; to właśnie jedne z moich ulubionych wokalistek – wielkie osobowości. Z jednej strony to spore komplementy, jednak najlepiej byłoby, gdybym brzmiała jak Martyna Baranowska – jak mawia mój mężczyzna, z czym oczywiście się zgadzam.

Otrzymujesz propozycje lub bierzesz udział w innych projektach muzycznych?

Tak, Soulja Hooligans jest jednym z nich. Przy okazji pragnę zachęcić do kupna pre-orderu naszej płyty, która ukaże się do końca tego roku i zaprosić na koncerty, które już niebawem. Podśpiewuję również z zespołem Ga-Ga Zielone Żabki i Radical Soul Ammunition.

A marzenia, plany na przyszłość?

Koncertowanie, edukacja, medytacja – oto moje plany na przyszłość. Wiele jest marzeń w mojej głowie, dużych i małych. Do ich realizacji potrzebna jest ciągła praca i zaangażowanie, staram się jak mogę.

Komentarze

© 2012-2016 Riddim.pl - Reggae Music News

Scroll to top