Jesteś tutaj: Strona Główna » Wywiady » „Miłość powinna łączyć ludzi” – wywiad z Chilli Crew

„Miłość powinna łączyć ludzi” – wywiad z Chilli Crew

„Miłość powinna łączyć ludzi” – wywiad z Chilli Crew

Chilli Crew na polskiej scenie reggae pojawiło się stosunkowo niedawno, ale weszło na nią zdecydowanie odważnym krokiem. Muzycy StarGuardMuffin, Jakub Wojciechowski i Szymon Chudy, wspierani przez Michała Lange i Mateusza Witkowskiego, połączyli swoje siły z wokalistką Martyną Baranowską. Ostatecznie udało im się stworzyć coś, co powinno przykuć naszą uwagę. Przy okazji premiery ich EPki „Miłości”, o ich muzycznych bataliach, nietypowych eksperymentach z dźwiękami i tytułowej miłości, rozmawiał z nimi Igor Kociubiński.

Spotykamy się w idealnym momencie, ważnym z dwóch powodów: pierwszy to Wasza EP’ka „Miłości”, która niedawno się ukazała, a drugi, to spora liczba koncertów, które ostatnio zagraliście. Można pokusić się o stwierdzenie, że to taka mini trasa koncertowa?

Martyna Baranowska: Tak, myślę, że można nazwać to taką mini trasą. Niedługo z mini zrobi się.. zdecydowanie więcej!

Czyli koncertowe plany na przyszłość macie ambitne i rozumiem, że o Chilli Crew niebawem będzie głośno?

Kuba Wojciechowski: Przyszłość Chilli Crew to głównie granie dobrych koncertów. W ich trakcie wytwarza się pomiędzy nami energia, która nadaje każdemu koncertowi indywidualny charakter. Dlatego staramy się grać ich jak najwięcej i w jak najróżniejszych miejscach.

Po kilku latach waszego muzykowania nazwa Chilli Crew jest już znana i chyba nieco bardziej rozpoznawalna na polskiej scenie. Co się kryje za tą nazwą? Jak sami byście się zdefiniowali? Niech to będzie taka wizytówka dla tych, którzy jeszcze was nie słyszeli.

MB: Ciężko jest zdefiniować zespół Chilli Crew…
KW: I to jest właśnie nasza definicja!

Czyli mieszanka wybuchowa.

Michał Lange: Tak, każdy z nas wychował się na innej muzyce i innych gatunków słucha w czasie wolnym. Każdy z nas inspiruje się także czymś innym. Na próbach staramy się łączyć te często bardzo różne inspiracje w jedną całość i wierzymy, że dzięki temu uda nam się uzyskać niepowtarzalne brzmienie, które będzie bez trudu rozpoznawalne w każdej części świata.

Nie bez przyczyny zadaję Wam to „trudne”, trywialne i jakże pospolite pytanie o definicje Waszej twórczości, bo jesteście dość specyficznym połączeniem gatunków muzycznych. Fundamentem jest, owszem, reggae, ale bardzo wyraźne są u Was także różne inne akcenty, i to dość nietypowe, jak chociażby soul, który u nas w kraju jest w dalszym ciągu niszą ..

MB: Niestety …

…Wydaje mi się więc, że to spore wyzwanie trafić z tak specyficznym materiałem do ludzi, tym bardziej jeśli rynek zdominowany jest dziś przez nieco inne brzmienia, jak chociażby dancehall, hip-hop i inne tym podobne.

ML: Fundamentem jest reggae. Od tego Martyna, Kuba i Szymon zaczynali, tworząc zespół Chilli Crew. Potem pojawili się inni członkowie zespołu: Mateusz Witkowski na klawiszach i ja na perkusji. Wtedy do muzyki którą gramy zaczęły wkrada się elementy zaczerpnięte z innych stylistyk, takich jak soul, drum’n’bass, a czasem także mocniejsze brzmienia. Tak jak mówiłem wcześniej, każdy z nas inspiruje się czymś innym i próbujemy to ze sobą połączyć.

Dogadujecie się, czy próby kończą się batalią?

KW: Nie, to jest dramat… (śmiech)
MB: Czasami toczą się wojny, ale ostatecznie, mimo przeciwności jednak wciąż gramy razem. (śmiech)

Ale mimo wszystko chyba twórcze są te Wasze wojny?

KW: Efekt finalny jest dobry, to jest najważniejsze. Niekiedy praca nad jednym numerem trwa pięć minut, niekiedy są to dwa miesiące. To jest kwestia wspólnego grania, wzajemnych inspiracji, prób i przypadku.

Takie zderzenie odmiennych osobowości muzycznych i preferencji jest tą Waszą receptą na wyróżnienie się, bycie oryginalnymi na polskiej scenie reggae?

KW: Pytanie tylko, czy my jesteśmy oryginalni w tym wszystkim. W muzyce chyba wszystko zostało już odkryte, a jeśli nie wszystko, to przynajmniej większość. Teraz można jedynie ładnie i sensownie te różne elementy łączyć.

MB: Trudno jest być teraz oryginalnym, trudno jest dziś zrobić coś swojego, czego jeszcze nie ma. Ktoś kiedyś powiedział nam po koncercie, że jesteśmy bardzo eklektyczni, bo niektóre numery są rzeczywiście połączeniem kilku gatunków. Ale z drugiej strony są też numery, które z założenia w całości są typowo reggae’owe czy soulowe. Nie zawsze więc jest to połączenie różnych gatunków muzycznych w ramach jednego utworu, często cały kawałek jest efektem inspiracji jednym, konkretnym gatunkiem. Dlatego jeśli ktoś kiedyś stwierdzi, że rzeczywiście jesteśmy oryginalni, to będzie to dla nas wielki komplement.

Przygoda ze StarGuardMuffin była dla Was muzycznie cenną lekcją?

KW: Na pewno tak. Nie da się ukryć, że mocno wpłynęło to na życie moje i Szymona Chudego, bo tak naprawdę od tego momentu zaczęła się nasza działalność na rynku muzycznym. Zaczęliśmy robić to co kochamy, realizować się muzycznie.

Teraz z Chilli Crew target macie chyba nieco inny. Jak odbieracie i oceniacie polską scenę reggae? Waszym zdaniem jest to aktualnie dobry grunt dla tworzenia czegoś nowego?

KW: Dla nas podstawą jest robienie muzyki, samo w sobie. Nie myślimy o tym, czy się to spodoba czy nie, bardziej zastanawiamy się nad tym, czy podoba się to nam. Ciężko powiedzieć, czy w tym momencie rynek jest łatwy. My robimy muzykę, którą podajemy innym. Jeśli ludzie to złapią, to będzie nam bardzo miło. Najważniejsze jest to, że robimy coś z czego jesteśmy zadowoleni i w 100% pewni.

Pytanie więc czy ludzie ten klimat łapią? Najlepszą metodą weryfikacji tego są chyba koncerty. Czujecie, że macie już swoją publiczność?

KW: Powoli zaczyna się tak dziać. Na koncertach coraz częściej pojawiają się osoby, które były wcześniej, które nam kibicują – kupują płyty, koszulki, udostępniają nasze kawałki, promują nas na Facebooku. To dobry znak.

Jesteśmy świeżo po premierze Waszej EP’ki „Miłości”. Cóż to jest za materiał?

ML: Jest to materiał niezwykły, 4 wspaniałe piosenki o miłości zagrane przez wspaniały zespół. Od razu można się zakochać.

Ale to dość oklepany temat szczerze powiedziawszy, bo o tej miłości powstało już tyle piosenek…

MB: Powstało tyle piosenek o miłości, a ciągle toczą się wojny, ludzie się nienawidzą, szydzą z siebie. Dlatego mnie to bardzo dziwi. To jest temat oklepany, masz racje, myślałam o tym. Ale to jest temat ważny, bo śpiewa się o miłości, ale… tylko się o niej śpiewa. Miłość jest najważniejszą rzeczą, powinna łączyć ludzi.

Mimo jednego motywu przewodniego, na płycie na której są jedynie 4 kawałki, jest różnorodnie. Stylistycznie i brzmieniowo, chociażby między „Prośbą”, a „Easy to Say” jest duża różnica.

ML: Jest tak dlatego podczas nagrań tych dwóch piosenek połowa muzyków była inna. „Easy to Say” było nagrane 2 lata temu z innym klawiszowcem i bębniarzem, natomiast „Prośba” i pozostałe piosenki niecały rok temu nagraliśmy w naszym stałym składzie, w którym gramy od około 1,5 roku.

Z tego co wiem, ta EPka to jedynie prolog tego, co będziemy mogli usłyszeć w przyszłości. Możemy się więc już spodziewać pełnowymiarowej płyty?

KW: Właśnie trwają prace nad longplayem. Plany są takie, żeby trasą jesienną już promować nasz album. Jednak, jak to z procesem twórczym bywa, nie da się go zaplanować w 100%. Mamy wielką nadzieję, że tak będzie i prosimy bardzo o trzymanie mocno kciuków w tym temacie, a my postaramy się zrobić co w naszej mocy, żebyście jesienią mogli usłyszeć nasz album.

Jakie są wasze muzyczne, koncertowe marzenia? Z kim chcielibyście wystąpić na jednej scenie?

ML: Z tych najbardziej realnych to zagrać w Tokio, Las Vegas, oraz zagrać trasę po stacjach metra w NY. Natomiast w naszym kraju chcielibyśmy grać co tydzień dla 5 tysięcy osób pod sceną, nawet w małych klubach, oraz zawsze mieć PlayStation w garderobie. A na jednej scenie chcielibyśmy wystąpić z Selah Sue albo Erykah Badu, a najbardziej z Michaelem Jacksonem.

Może nie w takim towarzystwie, ale mam nadzieję, że będziemy mieli okazję Was niebawem zobaczyć i usłyszeć. Zbliża się lato, a to jak wiadomo czas koncertów i festiwali. Gdzie się spotkamy?

KW: Na pewno będziemy na festiwalu Burning Sun we Wschowie, oprócz tego będzie pewnie kilka plenerów przy okazji wakacji, mamy również zamiar odwiedzić Warszawę w okolicach maja/czerwca. Resztę dopiero planujemy.

Komentarze

© 2012-2016 Riddim.pl - Reggae Music News

Scroll to top