Jesteś tutaj: Strona Główna » Artykuły » Jacek Podsiadło – poeta z dusza Rasta

Jacek Podsiadło – poeta z dusza Rasta

Jacek Podsiadło – poeta z dusza Rasta

Wracam z Kielecczyzny z Wojtkiem Orlikiem, artystą plastykiem, rzeźbiarzem w drewnie i kamieniu, rocznik 1955. Postać ciekawa z Kielc pochodząca, z długim warszawskim epizodem (podobno znał Herberta). Wojtek wygląda nietuzinkowo, jest chodzącą sztuką i niezwykle ceni sobie artystyczną wolność. Odwożę go do pracowni na „wichurze”, gdzie kończy posągową Maryję dla jednej z tarnobrzeskich parafii – wykuwaną ręcznie z bryły piaskowca. Jest już ciemno, podziwiam rzeźbę w świetle samochodowych reflektorów. Jeszcze pamiątkowe foto i wracam do chałupy. Jak to zwykle bywa, nasłuchałem się autentycznych historii i anegdot o artystach wszelakich. Strasznie Włodka Kiniorskiego, Wojtek lubi i oczywiście zna. Na drugi dzień rano zrywa mnie telefon. „Halo Wujek! Wojtek mówi .. Pamiętasz jak ci opowiadałem o Jacku Podsiadle, poecie z Kielecczyzny? Musisz wejść w internet (Wojtek dopiero uczy się obsługiwać tablet), koleś wygląda jak rastaman i ma dready.. na pewno Cię zainteresuje, acha i koniecznie poczytaj jego wiersze..”.

Tak oto wpadłem na trop nietuzinkowego artysty, którego postać chciałbym przybliżyć naszym czytelnikom. Im więcej zacząłem szukać informacji o naszym bohaterze tym, coraz bardziej zaczął wciągać mnie jego świat i percepcja. Niebanalne, poruszające każdą sferę życia wiersze, na koncie książka, druga w trakcie; przebogaty dorobek artystyczny. Myślę, że najwyższy czas, aby uhonorować Pana Jacka – poświęconym mu tekstem.

Urodził się w 1964 roku w Szewnie koło Ostrowca Świętokrzyskiego, pracował w hucie, na budowach, do niedawna prowadził audycje “Studnia” w Radiu Opole (w latach 1993-2008, a od 2009 roku prowadzi własne Domowe Radio „Studnia” w internecie); w latach osiemdziesiątych współpracował z pacyfistycznym i ekologicznym ruchem „Wolność i Pokój”, od 1991 związany jest z „bruLionem”. W 1992 roku został laureatem Grand Prix w konkursie na brulion poetycki im. M.M. Morawskiej. Laureat licznych nagród literackich, m.in. nagrody im. Georga Trakla (1994), Nagrody Kościelskich (1998), nagrody Czesława Miłosza (2000). W 2006 roku jego książka “Kra” (Wydawnictwo „Znak”) uzyskała nominację do Nagrody Nike 2006 (niektóre źródła wspominają o 3 nominacjach artysty do tej nagrody). W latach 2000–2007 był stałym felietonistą „Tygodnika Powszechnego”. Autor bardzo wielu tomów poezji, publikował wiersze i fragmenty prozy w większości polskich czasopism literackich. Jego wiersze tłumaczono na większość języków europejskich. Jest również autorem przewodnika po Wilnie wydanego przez wydawnictwo Pascal. Obecnie Jacek Podsiadło kończy 50 lat (i wydaje książkę) …

Podsiadło rejestruje i lirycznie przetwarza treści codziennego doświadczenia, afirmuje prywatność i autentyzm, głosi sceptycyzm i dystans w stosunku do instytucji i rytuałów życia publicznego. Jego wiersze układają się w poetycki dziennik (często „nocnik”) życia upływającego w warunkach z pozoru całkowicie niepoetyckich. Twórca rozwija wątki egzystencjalne, drąży sytuacje i nastroje towarzyszące raczej zwykłości niż ekstrawagancji lub egzotyce. Miłość, Droga (pisane zawsze dużą literą), miejsce, wspomnienie dzieciństwa i młodości stanowią dla niego punkt wyjścia (ale i punkt dojścia…) do rozwinięcia wstęgi zdania, sekwencji skojarzeń i imion. Słowo krąży między konkretem danej chwili (przedmiotu, zdarzenia), a ich – pełnym rozmachu, często olśniewającym, kunsztownym – artystycznym przetworzeniem.

Ostatnio rozmawiałem z naczelnym o tym, że strasznie onieśmielają nas piękne kobiety. I nie raz w życiu mężczyzny zdarza się sytuacja, że w obliczu zmysłowego piękna – emanującego z jakiejś damy po prostu kołek staje w gardle i rozum się miesza. Wtedy nie możemy wydusić z siebie choćby zdania, lub zmusić się do sensownej wypowiedzi. Oto co na ten temat ma do powiedzenie nasz bohater (cytaty z książki “Być może należało mówić”):

“Nazywam się Jacek Podsiadło.
Mam 26 lat.
Kiedy byłem małym chłopcem, marzyłem o takiej dziewczynie jak ty.
I później, latami.
Próbowałem zmusić parę kobiet, by były tobą.
Chciałbym cię bliżej poznać.
Zobaczyć, co nosisz pod skórą.
(…)
I wybacz mi moje wynurzenia.
Spróbuję stworzyć nowy kierunek w poezji.
Bo wstydzę się niezdarności, z jaką mówię o tobie.
(…)
Kwiaty precyzyjnie rozkładają swoje płatki (…).
A ja nie mam śmiałości ich zrywać.
Mam 26 lat.
Nazywam się Jacek Podsiadło.
Chciałbym cię bliżej poznać.
Piękno zawsze mnie onieśmielało.”

Krytyka wskazywała na powinowactwa Podsiadły z polską poezja barokową, a także z twórczością Edwarda Stachury i poetów pokolenia ’68 (w szczególności z poezją Stanisława Barańczaka) oraz z poetami należącymi do szkoły nowojorskiej (Frank O’Hara i inni), jednak jego wiersze nie oddają się we władanie żadnej z tych tradycji (choć ślady każdej z nich można w nich odkryć). Są one przekazem na wskroś indywidualnym, choć jednocześnie realizują klasycystyczny ideał harmonii między artystycznym impulsem, a poetycka inwencją: upostaciowane w języku bogatym tak pod względem eufonicznym, jak i składniowym, zarazem proste i skromne (bo wywiedzione z biograficznego szczegółu) oraz wyszukane (bo często są one „próbą formy”, grą wyobraźni i wariacją skojarzeń na zadany sobie temat). Artysta czasem w krótkiej, aczkolwiek wymownej formie potrafi trafić w sedno sprawy. Oto wybrane cytaty z tomu poezji – “wiersze zebrane”:

“Z uniesień pozostało mi uniesienie brwi, ze wzruszeń – wzruszenie ramion.”
“Los upodabnia nas do tych, którymi gardzimy”
“Coś mam w środku spierdolone. Na amen.”
“Czasami brak mi powietrza i wtedy wiem, że na chwilę o mnie zapomniałaś.”

W wywiadzie dla Gazety Wyborczej pt. „Lodówka odpowiada echem” (autorstwa Doroty Wodeckiej z dnia 31.01.2011), poeta wypowiedział się o sytuacji w której stracił prace w “Tygodniku Powszechnym” oraz Radiu Opole w następującym tonie:

– I co pan poczuł, kiedy pana wylali?
– Rozczarowanie, wkurwienie i ulgę.
– Po kolei poproszę.
– Rozczarowanie tym, że jakiś marny polityk, który intelektualnie mi do pięt nie dorasta, decyduje, że nie będę miał w publicznym radiu audycji, niezłej audycji, w którą zainwestowałem dużo czasu i emocji. I że zdążył mnie wyrzucić, zanim go sobie, odkarmionego na opolskiej ziemi, zabrała z powrotem Warszawa. Razem z tym przyszło wkurwienie. Bo ja z tego radia od kilkunastu lat to muszę odejść, to znów mnie do niego zapraszają, w zależności od tego, która polityczna klika aktualnie dorwała się do żłobu. Mimo, że robię audycje niezaangażowane politycznie, chyba że anty-polityczne. I postanowiłem sobie, że jeśli to się jeszcze raz powtórzy, to już do tego radia nie wrócę. Więc krew mnie zalewa, że kilkunastu lat pseudodemokracji nie wystarczyło, żeby taka zafajdana Krajowa Rada Radiofobii i Teleschizmy, jak ją nazywam w swojej audycji, nie potrafiła wyzwolić mediów ani siebie samej z niewoli polityków. A ulga, bo sam nie muszę się już pilnować, żeby nie dać się zniewolić jakiemuś kurduplowi. I wolę nie zarabiać pieniędzy w Polskim Radiu, robić swoją audycję w domu i emitować ją w necie, niż wiecznie być uzależnionym od zmieniających się jak rękawiczki prezesów i ich przydupasów. I tak szczęście, że ten internet wymyślili i już niedługo Krajowa Rada będzie sobie mogła swoje częstotliwości i koncesje wsadzić do pociągu byle jakiego.

I dalej tamże :

“..dla pieniędzy robiłem coś, czego w moim mniemaniu robić nie powinienem. Ja jestem poetą i mój stosunek do pisania jest dosyć nabożny. Dlatego przez całe życie, poza tym jednym przypadkiem, nigdy nie publikowałem w pismach, z którymi nie było mi po drodze. Zasada taka i już. Pisanie do lokalnej gazety o nazwie „Nowa Trybuna Opolska” nie przynosiło mi zaszczytu. Oczywiście, porównując się z innymi, łatwo mogę się pocieszyć, że da się stoczyć dużo niżej, ale wolę się porównywać z samym sobą – takim, jakim chciałbym być. I oczywiście mam wyrozumiałość dla ludzi, którzy nie mają pieniędzy i imają się zajęć nieprzynoszących chluby albo tkwią w jakimś zniewoleniu, mobbingu czy innej paranoi. Ale to musi być prawdziwa bieda, bo już aktorów robiących z siebie idiotów w reklamach to nie rozumiem. Szlag mnie trafia, kiedy jakiś dziennikarz odważy się zapytać zza woalu, dlaczego prostytuują swój talent, a oni odpowiadają, że robią to dla rodziny, bo „muszą zapewnić godne życie swoim dzieciom”. Czy w ten sposób chcą mi powiedzieć, że skoro nie zarabiam dziesięciu tysięcy miesięcznie, to moje dzieci nie żyją godnie? Moim zdaniem dzieci żyją godnie wtedy, kiedy nie muszą się wstydzić, także za swoich rodziców. Rodzice wychowali mnie na chlebie z margaryną i to nie jest niegodne, wolę to niż tatusia, o którym miałbym powiedzieć, że to dla mojego dobra tak łże w reklamie”.

Gorąco polecam cały wywiad. Niejednokrotnie cierpiał biedę, niejednokrotnie nie miał co do garnka włożyć, ale zawsze pozostał wierny swoim przekonaniom. Bo można w nim poznać odrobinę, życiowej filozofii poety, który jako artystyczna dusza, kocha być wolnym i nieskrepowanym przez administracyjną, polityczną i materialną sferę ludzkiego bytowania. Gorąco zachęcam do sięgnięcia po poezję Jacka Podsiadły – albowiem czuję, że to artysta z krwi i kości jakich mało. Do tego naturalny i autentyczny, wymykający się powszechnym schematom. Proponuje zrobić to szybko, bo postać tego warta. Nie stać nas na tzw. „Syndrom Norwida”, który polega na docenieniu wielkości artysty, ale dopiero pośmiertnie. Nie tędy droga. Polecam wszystkim twórczość Jacka Podsiadły.

Nieszczęście doskonałe, Toruń: Toruńskie Towarzystwo Kultury, 1987.
W lunaparkach smutny, w lupanarach śmieszny, Warszawa: Staromiejski Dom Kultury, 1990.
Wiersze wybrane 1985-1990, Warszawa-Kraków: bruLion, 1992.
Arytmia, Warszawa: bruLion 1993.
Dobra ziemia dla murarzy, Warszawa: Tikkum, 1994.
Języki ognia, Warszawa-Kraków: bruLion, 1994.
The all the whales I’d love before, Białystok: Kartki, 1996.
Niczyje, boskie, Warszawa: bruLion, 1998.
Wiersze zebrane, Warszawa: Lampa i Iskra Boża, 1998.
Wychwyt Grahama, Warszawa: Lampa i Iskra Boża, 1999.
Cisówka. Wiersze. Opowiadania, Biblioteka „Kartek”, Białystok 1999.
I ja pobiegłem w tę mgłę, Kraków: Znak, 2000.
Kra, Kraków: Znak, 2005.
A mój syn…Wybór felietonów, Kraków: Znak, 2006.
Pippi, dziwne dziecko, Warszawa: Hokus-Pokus Marta Lipczyńska, 2006.
Życie, a zwłaszcza śmierć Angeliki de Sancé, Kraków: Znak, 2008.
Trzy domy, Jacek Santorski & Co, Warszawa 2009.
Czerwona kartka dla Sprężyny, Nasza Księgarnia, Warszawa 2009.
Pod światło, Bez napiwku, Opole 2011.
Być może należało mówić – utwory wybrane, Biuro Literackie, 2014

Komentarze

© 2012-2016 Riddim.pl - Reggae Music News

Scroll to top